Ostatnia aktualizacja serwisu: 24 IV 2002

Strona główna   Informacje   Kultura   Koła naukowe   Naukowo inaczej   Rozrywka   Grafika   Twórczość  O nas  Bliżej nas  Linki  Archiwum

Bliżej nas

Kibice   Kto pali-nie traci   Rozdawaj siebie   Wiedza w niewiedzy

 

BO NA MECZU BYWA RÓŻNIE...

 

Chciałem ten felieton napisać zaraz po meczu z drużyną X w odpowiedzi na lament jakiegoś kibica na temat groźby zerwania "paktu" pomiędzy naszymi klubami. Wyszło tak, że postanowiłem poczekać na rozwój sytuacji, a później nie miałem czasu. Teraz wracam do tematu, który moim zdaniem znowu jest aktualny po ostatnich popisach fanów drużyny X  na meczu z  drużyną Y. Okazuje się bowiem, że kibice warszawscy są obecnie najniebezpieczniejsi w kraju. Przynajmniej w I lidze.

Postaram się wytłumaczyć o co mi chodzi jak najkrócej. W swoim liście ów sympatyk drużyny X podzielił nas na prawdziwych kibiców i piknikowców. Prawie ma rację. Tylko pomyliły mu się proporcje. Prawdziwych, normalnych kibiców drużyny Y jest na każdym meczu kilkanaście tysięcy, więc piknikowców było na X nie aż tak dużo. Trzeba tylko jeszcze dodać do tego grupę trzecią - klub kibica (czyli tych najwierniejszych co dodatkowo na wyjazdy jeżdżą) i mamy komplet.

Z mojego punktu widzenia wydarzenia tamtego dnia wyglądały następująco. Najpierw w kolejce po napój przez 10min. miałem okazję zobaczyć z 5 pijanych i ordynarnych wyraźnie mających wszystkich w d... osobników z szalikami drużyny X. Później jacyś debile podpalili serpentyny. Normalni, prawdziwi kibice czyli prawie cały stadion (nie piknikowcy bo oni siedzieli cicho) skwitowali tą sytuację w tradycyjny dla naszego stadionu sposób. Nazywając idiotów po imieniu. Wtedy tytułowi przyjaciele rzucili się aktywnie pielęgnować przyjaźń na sektor obok. Z daleka było jedynie widać, że grupa ubrana na zielono robi "zadymę". Osobiście biłem brawo, gdy na stadionie pojawiła się policja.

Jeżeli chodzi o sytuację z zasłabnięciem to nie można się dziwić ochronie, że widząc bandę próbującą przewrócić płot nie domyślili się, że jest to wołanie o pomoc. Zareagowali dopiero, gdy się uspokoiło.

Teraz do sedna. Jestem prawdziwym, wiernym kibicem drużyny Y i w życiu nie zawierałem z nikim żadnego paktu. Jest dla mnie obojętne czy koło mnie siedzi gość z szalikiem drużyny X czy np. Lecha Poznań. Ja kibicuję swojej drużynie on swojej. Szacunek ;-). Jeżeli dwie grupy ludzi muszą zawierać pakty lub trzeba ich rozdzielać żeby się nie pozabijali to coś jest z nimi nie tak. Pokój zawiera się po wojnie. Normalny, prawdziwy kibic to ... po prostu kibic, a nie żaden żołnierz.

Na koniec chciałem dodać, że całą noc przed meczem z Legią piłem piwo z warszawiakiem. Fanem ... drużyny Y. Gadaliśmy o piłce jak kibic z kibicem. I takich futbolowych przyjaźni życzę naszemu klubowi kibica. A z tymi z drużyny X to uważajcie bo z kim się przystaje takim się staje.

 

 

P.S. (dla kibiców drużyny X): Zdaję sobie sprawę, że 80% kibiców X na meczu z Y to normalni, spokojni ludzie. Nie pozwólcie grupce debili robić sobie złą sławę. Zachowania takie zwalcza się poprzez brak akceptacji, a jak to robić mieliście okazję tamtego dnia zobaczyć.

 

P.S.2  REDAKCJA NIE PONOSI ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA SUBIEKTYWNE OPINIE AUTORA ARTYKUŁU

                                                                                                                   

 
 Artykuł napisał Felek 

Chcesz się z nami skontaktować? Na górze strony znajdziesz odnośniki do księgi gości i nasz e-mail

 Copyright Ó  Redakcja @P `2002