|
Kilka słów o trąbce
...
Poprzednim razem zaprezentowałem
Wam jednego z najlepszych trębaczy jazzowych. Myślę, że warto
byłoby oprócz trębacza poznać jego trąbkę, która mimo swego
wieku (nie uwierzycie - ponad 3000 lat!) trzyma się całkiem nieźle.
Oczywiście nie mówię tu o prywatnym instrumencie Milesa Davisa.
Trąbka (jak każdy zapewne wie) jest instrumentem dętym
blaszanym i aby wydać z niej dźwięk, trzeba nie lada siły w płucach.
Dlatego trenowanie na ulicy wdechów i wydechów z paczką fajek,
niewiele tu pomoże. Wręcz przeciwnie, może sprawić, że po
kilku próbach Wasze płuca nie wytrzymają takiego wysiłku.
Sam byłem świadkiem zdarzenia, gdy amatorzy sztuki gry na tym
instrumencie chcąc wydobyć z niego dźwięk dostawali silnych
zawrotów głowy. Jednak nie przejmujcie się, po pewnym czasie
objawy te zanikają i można w dalszym ciągu dąć w "rurę".
Najlepszym tego przykładem jest nasz krakowski trębacz, który
codziennie musi "wymiatać" hejnał z wieży Mariackiej.
Wyobraźcie sobie, jakie skutki pociągałyby za sobą lekkie
zawroty głowy podczas grania hejnału?! Musiałby dostawać spory
dodatek do pensji za ryzyko zawodowe. (Ale na szczęście nic złego
się jeszcze mu nie przydarzyło).
Jeśli chodzi o fakty historyczne, to najwcześniejsza trąbka
została wyprodukowana w Niemczech około 1820 roku. Do dziś
cieszy się tam dużą popularnością. Często jest
wykorzystywana w orkiestrach dętych (np. na festynach piwa w
Bawarii), symfonicznych, a także w różnych zespołach
rozrywkowych, które "zalewają" również nasz rynek
muzyczny.
Czy wiecie, że nawet Ricy Martin wykorzystuje na swoich
koncertach sekcję dętą - hihihi... (oczywiście z trąbką na
czele)!!!

Mam więc nadzieję, że nie zrazicie się do tego instrumentu,
nawet jeśli Wasz sąsiad ćwiczy za ścianą dzień w dzień tą
samą melodię...
|