@Pismo 3 (3/2002)

 

 

 

 

 

 

Targi Książki w Krakowie zakończone


Około 20 tys. osób odwiedziło zakończone w niedzielę (28 października) w Krakowie 6.Targi Książki.

Tegoroczne Targi Książki w Krakowie odbyły się w dniach 25 - 28 października.

 

Po raz trzeci zaproszono miłośników książek do przestronnej hali targowej przy ul. G. Zapolskiej 38
Honorowy patronat nad krakowską imprezą objęli: Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, Marszałek Województwa Małopolskiego i Wojewoda Małopolski.

 

Patronat medialny podjęli:

 

Podczas czterodniowej imprezy swoją ofertę prezentowało prawie 300 wydawców.

Do najlepiej sprzedawanych książek należały m.in. "Kobieta w podróży" Romy Ligockiej, opowieść o Fridzie Kahlo "Frida" Barbary Mujica, "Białe zęby" Zadie Smith, "Wahadło Foucaulta" Umberto Eco, "Przewodnik po samotności" ks. Mieczysława Malińskiego oraz bajki dla dzieci ks. Łukasza Kamykowskiego. Tłumy odwiedzały stoisko Wydawnictwa Diecezji Pelplińskiej "Bernardinum", gdzie prezentowano makietę przygotowywanej właśnie, pierwszej w Polsce, faksymilowej edycji Biblii Gutenberga.


Gościem honorowym tegorocznych targów były Węgry. Do Krakowa przyjechali węgierscy pisarze, poeci i tłumacze. Prezentacji węgierskiej literatury towarzyszyły wystawy fotograficzne i koncerty. Książki Imre Kertesza - zdobywcy tegorocznej literackiej nagrody Nobla można było kupić podczas targów w jęz. węgierskim, jak i w polskich przekładach.

Mimo rosnącej popularności targów wciąż nie można rozszerzyć ich na targi międzynarodowe, ponieważ w Krakowie nie ma hali, która mogłaby pomieścić większą liczbę wystawców.

Złota Książka, czyli miodowe lata polszczyzny...


Wszystko odbyło się w najbardziej reprezentacyjnej sali Krakowa. Prof. Jan Miodek odebrał Złotą Książkę za „Słownik Ojczyzny polszczyzny” w sali Hołdu Pruskiego w Sukiennicach. Uroczystość wręczenia tej prestiżowej nagrody poprzedzał cudowny koncert pieśni polskich w wykonaniu Kariny Skrzeszewskiej (sopran) oraz Marii Rydzewskiej (fortepian).

Oprawa artystyczna uświetniła wykład mistrza polszczyzny, który dzielił się z uczestnikami spotkania refleksjami na temat nazw polskich regionalnych i nie tylko... Nie sposób streścić słów prof. Miodka, bo nie podobna objąć tak obszernego tematu wystąpienia w paru zdaniach – tą umiejętność posiada jedynie sam autor „Słownika Ojczyzny polszczyzny”. Słuchaliśmy z zapartym tchem jego słów, które wprawiały nas w zachwyt i jednocześnie wzbudzały rozczarowanie. Będąc bowiem rodowitą krakowianką, poczułam zakłopotanie, dowiedziawszy się, iż „Kraków” - ongi Stołeczne Miasto - swą nazwę wziął nie od legendarnego władcy Kraka, ale od pospolitego „krzaka”!

Na szczęście inne miasta również nie mają się czym pochwalić... Tak naprawdę jednak, odczuliśmy magię, bijącą od niewysokiego i zawsze uśmiechniętego człowieka, magię, która pomaga rozkochać się w języku i wzbudza do niego wiekowy szacunek, jednocześnie pozostawiając go bliskim, dzisiejszym i swojskim... Taki właśnie jest prof. Jan Miodek – czarodziej polszczyzny i magik słowa nawołujący do świadomego wdrażania się w tajemnice naszego języka.

Kiedy autor podpisywał swój najnowszy słownik, zaproszeni goście raczyli się miodem pitnym, przygotowanym przez organizatorów imprezy.

Prof. Miodek życzliwie przyjął młodych polonistów i chętnie pozował do wspólnej fotografii, która stała się dla mnie najmilszą pamiątką z tegorocznych Targów Książki, których częścią było również i to spotkanie pod matejkowskim Hołdem Pruskim w Sukiennicach. 

 

„Słownik Ojczyzny polszczyzny”

Książka stanowi syntezę dotychczasowej pracy prof. Jana Miodka, językoznawcy i popularyzatora szeroko pojętej kultury języka. Zgromadził i usystematyzował w nim swoja ogromną wiedzę, którą przez wiele lat dzielił się z czytelnikami, telewidzami i studentami. Uwzględnił też zmiany, jakimi podlega współczesny język polski i pokazał kierunek, w którym zmierza polszczyzna przyszłości.

Słownik Ojczyzny polszczyzny zawiera:

  • ponad 2000 rozbudowanych haseł

  • poprawną wymowę i akcentowanie

  • precyzyjne definicje i objaśnienia

  • wnikliwe komentarze odautorskie

  • praktyczne uwagi stylistyczne

  • bogatą frazeologię

  • Wyjaśnia wątpliwości poprawnościowe

  • Tłumaczy przyczyny powstawania błędów

  • Omawia zagadnienia gramatyczne, ortograficzne i stylistyczne

  • Zawiera wiedzę na temat mechanizmów i praw językowych

  • Przywołuje językową przeszłość omawianych form

 Ola Wiatr


 

Pieska dola „Zwierząt Krakowa”

 

Kiedy w majowe popołudnia wyglądam przez okno, widzę dwa śliczne biało-szare kocięta, które, korzystając z pierwszych ciepłych dni, prężą grzbiety do słońca... W całym Krakowie są ich setki. Nikt o nie się nie troszczy, zimą z trudem zdobywają pokarm, latem jest im trochę łatwiej... 

Kot, a kto to taki..., czyli krótka historia kota

Kot właściwy pojawił się 12 milionów lat temu, 5 tysięcy lat temu został udomowiony na Bliskim Wschodzie, skąd przywędrowały do Egiptu Wreszcie kupcy feniccy przywieźli kota do Europy. Europejskie średniowiecze to dla kotów ciężki okres prześladowań. Kota uważano za przyjaciela czarownic i ich prywatnego łącznika z diabłem. W XIX wieku papież Innocenty II wydał zakaz palenia kotów wraz z „czarownicami”, do których należały. 

Ludzie lubią koty 

W 1994 roku kilku krakowskich intelektualistów, widząc trudną sytuację kociej populacji, postanowiło działać, tak powstała fundacja „Zwierzęta Krakowa”. Celem fundacji było/jest po pierwsze: dokarmianie kotów bezdomnych, po drugie: sterylizacja, wreszcie po trzecie, chyba najważniejsze: znalezienie zwierzętom domu. W 199? zakupiono dom w miejscowości Okleśna, pod Alwernią, który został wyremontowany z pieniędzy fundacji i do dziś stanowi jej własność. Wkrótce zamieszkało tam małżeństwo ze swoimi kilkunastoma kotami i trzema psami. Szybko dołączyły do nich koty, które nie miały, gdzie wrócić po zabiegu sterylizacji, a którym nie udało się znaleźć domu, najbardziej dzikie wypuszczano, te które miały więcej szczęścia wracały do piwnic, gdzie ktoś o nie dbał, dając jeść. Koty, które trafiają w „ręce” fundacji są natychmiast sterylizowane, leczone jeśli tego wymagają, kiedy już dojdą do siebie, rozpoczyna się szukanie im nowego domu. W tym celu pani Anna rozkleja ogłoszenia u zaprzyjaźnionych weterynarzy, ogłasza się w „Wyborczej”. Odzew jest różny, zależy od miesiąca, najmniejszy jest przed wakacjami, największy po. Pobyt na wsi sprawia, że ludzie nagle pragną mieć małego kotka. Dzwonią przyjeżdżają, wybierają.

Kto kocha kota, kogo kocha kot... 

Zapytana o profil przeciętnego „klienta” moja rozmówczyni chwile myśli, po czym odpowiada: Inteligent..., jednak. Ludziom ogólnie źle się powodzi, a inteligentom mimo wszystko trochę lepiej, np. ostatnio wielu lekarzy wzięło ode mnie koty. Zresztą z kotami to jest trudna sprawa. Na miłość kota trzeba sobie zasłużyć, to już wyższe stadium miłości do zwierząt. Koty słyną z niezależności, mówi się też, że bardziej przywiązują się do miejsc niż do ludzi. To nie prawda, kot potrafi kochać. Pani Anna ma na to mnóstwo przykładów, np. dzika kotka z cmentarza rakowickiego, którą karmiła przez 11 lat, chora przyszła do niej, a od kiedy wyzdrowiała nie opuszcza jej na krok. W domu pani Anny jest dziesięć kotów, każdy ma swoją historią, jeden jest niewidomy, to ślad po kocim katarze, drugi ma sparaliżowane tylne łapy, inny był przez pięć tygodni pod kroplówką. Dlaczego zostały ? Wiedziałam, że te koty nie miałyby szans na znalezienie domu, a w naturze nie dałyby sobie rady. Ludzie nie chcą chorych zwierząt. Choć raz, po programie w telewizji, zadzwoniła do mnie młoda dziewczyna i zabrała kota, który miał krzywicę. Ale takie przypadki zdarzają się rzadko. Są też smutne historie.- Kiedyś dałam kota studentom. Kilka miesięcy później zadzwonili do mnie i powiedzieli, że chcą oddać kota, bo nie mają co z nim zrobić przez wakacje. Od tego czasu pani Anna niechętnie oddaje koty studentom. Zanim ktoś weźmie kota, zostaje pouczony o tym, czego może się spodziewać. O tym, że posiadanie kota to odpowiedzialność na kilkanaście najbliższych lat, że to stały miesięczny wydatek, że kot nie zawsze spada na cztery łapy. To sposób na unikanie rozczarowań; żeby nikt nie twierdził, że kupił kota w worku. 

Kot bez worka, czy worek bez kota 

Koty, które przeszły przez fundację są bardzo atrakcyjne dla potencjalnego właściciela, wszystkie są wysterylizowane, zdrowe i nauczone czystości. Niektórzy gorszą się, kiedy słyszą o sterylizacji, twierdzą, że w ten sposób wyrządza się zwierzętom krzywdę, że to sprzeczne z naturą. - Gdybyśmy nie sterylizowali bezdomnych kotów to za kilka lat mielibyśmy piwnice pełne kotów umierających z głodu. Obowiązkiem każdego właściciela jest sterylizacja swojego zwierzęcia. Mimo że fundacja jest w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej, koty są oddawane za darmo.

Ludzie koty karmią 

„Karmiących” jest kilkunastu, głównie są to osoby starsze. Młodzież lubi akcje jednorazowe, spektakularne, nie żeby nie była wrażliwa, po prostu nie jest wytrwała. Koty trzeba karmić co dzień, nieważne że pada deszcz, czy że kogoś boli głowa. Fundacja , choć sama nie ma sponsora, sponsoruje jedzenie dla w sumie kilkuset kotów piwnicznych w całym Krakowie. - Teoretycznie nie powinniśmy tego robić, bo nie mamy na to pieniędzy. Potrzeba nam niewiele ok. 2 tysiące złotych miesięcznie. Niestety nawet tego nie możemy zdobyć. Zwracaliśmy się do kilku supermarketów, tylko jeden odpowiedział pozytywnie na naszą prośbę, a przecież wszystkie wyrzucają masy przeterminowanych puszek. Nie mam innego wyjścia, kupuję puszki i daję karmiącym, wiem, że jeśli tego nie zrobię to koty nie dostaną jeść, tych ludzi po prostu na to nie stać. 

Myszeida, czyli wojna kotów z gryzoniami 

Po średniowiecznej nagonce na koty Europę nawiedziła plaga szczurów, wtedy dopiero ludzie docenili koty. Francuski przyrodnik, hrabia de Buffon napisał : Kot nie jest wiernym towarzyszem dla człowieka i trzymamy go tylko dla tego, żeby zlikwidował jeszcze mniej przyjazne i przyjemne zwierzę. Dziś, kiedy wynaleziono tysiące środków chemicznych do walki ze szczurami, ludzie zdali się zapomnieć o deratyzującej funkcji kota. Wydaje im się, że są poza szczurzym niebezpieczeństwem. Kiedy karmiłam koty w piwnicy bloku przy ulicy Mazowieckiej, jeden wyjątkowo złośliwy typ dosypywał do jedzenia szkło. Przestał wtedy, kiedy zaczęłam kłaść na klatce martwe szczury upolowane przez piwniczne koty. Niestety władze tego nie doceniają, ich obowiązkiem jest odszczurzanie piwnic, ale nie troska o koty i ich los. Równie nieczuła pozostaje dyrekcja Cmentarza Rakowickiego, gdzie na stałe „mieszka” ok. 20 kotów, i ich los pozostawia przypadkowi. Ludzie skarżą się, że koty bezczeszczą groby. Pracownicy cmentarza opowiadają, że kiedy parę lat temu, usunięto koty to szczury bezkarnie chodziły alejkami. Czy więc władze nie powinny we własnym interesie dbać o koty ? - pyta pani Anna.

„Zwierzęta Krakowa” i ... rzeczywistość

Fundacja ma zezwolenie Urzędu Miasta na stawianie „puszek”, do których można wrzucać datki, można je znaleźć u weterynarzy. Otwierane są raz na pół roku, przeciętnie w puszce jest 100-150 złotych. Te dochody nie starczą nawet na opłacenie zabiegów sterylizacji (sterylizacja kotki to ok. 100 złotych, kocura - 50), a jest ich ok. 150 w roku. Na szczęście Urząd Miasta wyraził zgodę na to, aby dokonywano ich w azylu przy ulicy Rybnej, a to pozwala na znaczne oszczędności. Niestety to nie wystarcza, dlatego pani Anna część zabiegów finansuje z własnej kieszeni. - Rozumiem trudną sytuację Urzędu, dlatego nie proszę ich o pieniądze. Chciałabym tylko, aby za przykładem Wrocławia, wykupił powiedzmy sto zabiegów sterylizacji u weterynarzy. Znam lekarzy, którzy robili by to za pół ceny. Więc w grę wchodzi wydanie ok. 6000 tysięcy złotych, to są grosze w budżecie miasta. Niestety, Dział Gospodarki Komunalnej, do którego się z tym zwróciłam odmówił powołując się na odpowiedź Wydziału Rozwoju. Jedyny argument to ten, że sprawa bezdomnych zwierząt nie leży w gestii gminy. Nie jest zgodne z obowiązującą ustawą o Ochronie Zwierząt, gdzie w artykule 1 rozdziału I możemy przeczytać, że „Organy administracji publicznej podejmują działania na rzecz ochrony zwierząt, współdziałając w tym zakresie z odpowiednimi instytucjami i organizacjami krajowymi i międzynarodowymi.”; a także artykułem 11 rozdziału II, gdzie jest napisane: „Zapewnianie opieki bezdomnym zwierzętom oraz ich wyłapywanie, należy do zadań własnych gmin.” „Zwierzęta Krakowa” należą do międzynarodowej organizacji ekologicznej z siedzibą w Londynie. Pani Anna dostaje od nich broszury, które informują o nowych akcjach, np. o konieczności ochrony lasów amazońskich, czy o kolejnych zjazdach w różnych miastach Europy. Raz przysłali pudełko do łapania dzikich kotów, które służy do dziś. „Zwierzęta Krakowa” nie działają pod żadnym patronatem, są instytucją samoistną, nie koordynują swoich działań z krakowskim Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami. Prezes TOZ-u mówi, że nawet dziesięć organizacji nie podołało by ogromowi pracy, więc ciepło patrzą na każdą nową inicjatywę, a nawet w miarę możliwości deklarują pomoc. A pomocy „Zwierzęta Krakowa” potrzebują. Trzeba pilnie naprawić walącą się szopę w Okleśnej, gdzie zamieszkały dzikie koty, potrzebna jest woliera, aby koty mogły przebywać na powietrzu, nie wolno zapominać o problemach dnia codziennego, tzn. o tym, jak, a przede wszystkim za co i czym nakarmić koty. 

Amelia Wydra

Numer konta fundacji „Zwierzęta Krakowa” :
Bank Spółdzielczy Rzemiosła
Kraków, 858890006-110464-27005 

*Wiadomości o kocie i jego historii czerpałam z książki Anny i Maechla Sproule Wszystko o kocie, wyd. Mój pies.;
*Na prośbę mojej rozmówczyni jej nazwisko nie zostało ujawnione; tak jak i nazwiska osób działających w fundacji „Zwierzęta Krakowa”;
*Jeśli ktokolwiek byłby zainteresowany roztoczeniem opieki nad kotem, może w tej sprawie
przesłać e-mail

 


 

Zostać rycerzem...

 

Czasem mamy trudności z zaplanowaniem wolnego czasu. Często nie potrafimy go kreatywnie wykorzystać i zorganizować. Brak nam zarówno chęci, jak i pomysłów. Chcielibyśmy zaproponować Wam nieco nietypowy sposób na nudę...


      Stowarzyszenie Rycerskie Dom Jastrzębia działa już od kilku lat, ale formalnie, dzięki Markowi Miechnik-Tarnowskiemu, od listopada 1998 roku. Zrzesza już ok. pięćdziesięciu członków, z których trzydziestu w wieku od 17 do 28 lat, aktywnie uczestniczy w życiu Bractwa. Dodajmy, że mimo typowo męskiego charakteru tej profesji, połowa z nich, to kobiety. Częstym gościem jest m. in. była mistrzyni kicksboxingu, Sylwia Sadowska.

Uczestnicy treningów i spotkań Stowarzyszenia Rycerskiego próbują odtworzyć techniki walki, jakimi posługiwało się XI-wieczne rycerstwo na trenach ówczesnej Rzeczpospolitej. Oczywiście bez doskonałej znajomości historii tego okresu, a więc sposobu życia stanu szlacheckiego, jego stylu ubierania się, zainteresowań i wielu innych bardziej lub mniej istotnych szczegółów, nie byłoby możliwe zgłębienie tajników walki, jakie toczono w tym okresie.

Nie wszyscy spośród dzisiejszych rycerzy potrafią świetnie walczyć, ale też nie tylko o walkę tu chodzi. Jeśli łatwo nawiązujesz kontakty, potrafisz bronić swoich poglądów i ideałów podczas dyskusji, a przede wszystkim chcesz podjąć wyzwanie i zostać członkiem Stowarzyszenia, możesz podjąć współpracę z Bractwem Rycerskim .

Treningi odbywają się przynajmniej raz w tygodniu, na świeżym powietrzu - jeśli pozwala na to pogoda. Z racji tego, że większość osób pochodzi z Krakowa i Krzeszowic, właśnie te tereny stały się "polem bitwy" w czasie ćwiczeń. Często też młodzi rycerze ćwiczą we własnym zakresie, bo jak mawia Marek Miechnik-Tarnowski "wciąż należy korygować popełniane błędy, wciąż uczyć się nowej taktyki i doskonalić już nabytą".


      Swoje umiejętności prezentują na różnego rodzaju turniejach, uroczystościach i pokazach, które w dużej mierze mają charakter charytatywny. Ostatnie -dla dzieci niewidomych i niedowidzących- miały miejsce w VI Jednostce Wojskowej w Krakowie przy ul. Focha. Bractwo wystąpiło także na imprezie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Krzeszowicach. Stowarzyszenie organizuje również pokazy w szkołach i na festynach, z których dochód zostaje przeznaczony na finansowanie wyjazdów, organizowanie turniejów, nowe uzbrojenie oraz materiały, z których szyte są ubrania dla wojów.

      Bractwo obchodzi corocznie swoje wielkie jesienne święto, które przypada na przełom września i października - w zależności od pogody. Towarzyszą mu oczywiście liczne uroczystości, takie jak: turniej bojowy, podczas którego wyłoniony zostaje najlepszy woj, turniej kuszniczy oraz łuczniczy. Później następuje najważniejsza część uroczystości - przyjęcie nowych członków. Znaczna część rytuału jest tajemnicą, do której dopuszczone zostają tylko osoby biorące w nim udział. Towarzyszy mu atmosfera zadumy i powagi. Ponieważ odbywa się to w nocy, zostają zapalone liczne pochodnie. Oświetlają one drogę do przystanku Łowcy, dalej prowadzą do przystanku Króla, któremu nowicjusze składają pokłon symbolizujący oddanie ojczyźnie . Kilkanaście minut skupienia stawia kandydatów przed dokonaniem wyboru - pytają siebie, czy naprawdę chcą zostać członkami Bractwa i przyjąć kodeks Domu Jastrzębia - jest to bowiem decyzja na całe życie. Wreszcie Łowca doprowadza ich do miejsca, gdzie następuje najbardziej mistyczna część uroczystości, znana tylko wtajemniczonym.

      Jakie warunki musi spełniać osoba, która chciałaby poznać tajemnicę zaprzysiężenia? Powinna interesować się historią oraz walkami tych czasów i przejść okres próby, trwający od jednego do półtora roku. W tym czasie nowicjusz jest bacznie obserwowany przez innych. Jeśli wykazuje szczere chęci pozostania w Bractwie, jeśli to co oferuje Stowarzyszenie Rycerskie, staje się częścią jego życia - ostatecznie zostaje przyjęty do rycerskiego grona. "Jeśli człowiek to poczuł, to trudno przestać - to hobby wciąga" - mówi Marek Miechnik - Tarnowski.
      Uczestnicząc w życiu Bractwa można realizować marzenia, pracować nad swoim charakterem i osobowością, a przede wszystkim odkryć hobby na całe życie i zdobyć wierne grono przyjaciół, na których można liczyć także w realnym świecie XXI wieku.
      Rycerzy nie omija wiele zabawnych i niezapomnianych chwil. "A jest ich mnóstwo... - mówi założyciel Bractwa - jak np. w zeszłoroczne święto na Kopcu Kraka. Podczas ćwiczeń, ktoś z okolicznych mieszkańców myśląc, że to impreza satanistów wezwał Oddział prewencji. Policjanci ubrani w kamizelki kuloodporne zaatakowali ćwiczących wojów. Padły strzały i rozkazy padnięcia na ziemię. Jedna z moich koleżanek stwierdziła, że się na ziemi nie położy bo sobie płaszczyk pobrudzi, co wprawiło policję w osłupienie a nas rozbawiło. Ja z kolei byłem skuty kajdankami. Cała sytuacja wyjaśniła się po zejściu z Kopca. Oczywiście było dużo śmiechu, chociaż panów z prewencji niespecjalnie to cieszyło."

       Jeśli ktoś z Was pragnie poznać "od środka" Stowarzyszenie Rycerskie Domu Jastrzębia podajemy numer kontaktowy: 0609 167 081 oraz adres e-mail: madmike@interia.pl

Aneta Pietroniec

 

 góra strony 

 Webmastering&Design: Patryk Woszczyna