Dziennik Refleksji Stypendium w Utica
College
/wybrane ważniejsze fragmenty/
Styczeń 2000r.
Do życia w Collegu zaadaptowałam się
bardzo szybko, przestawienie się nie
sprawiło mi żadnych trudności. W
akademiku mam świetną współlokatorkę
nieco młodszą ode mnie Amerykankę.
Studiuje nauki polityczne. Jest bardzo miła,
mówi ładną, wyraźną angielszczyzną.
Żyje nam się wspólnie bardzo dobrze.
W
Human Rights Advocacy Program w
tym semestrze, oprócz mnie,
uczestniczy jeszcze młoda
prawniczka z Mołdawii - Natalia
Mardari, która pracuje w
Komitecie Helsińskim w
Kiszyniowie. |
 |
Infrastruktura uczelni jest bardzo
rozbudowana. Na studentów czeka wiele
udogodnień m.in. komputery i Internet
(sztywne łącza), cztery pracownie czynne
od rana do wieczora, a jedna nawet przez
całą dobę. Z komputerów można
korzystać bez ograniczeń. Z drukowaniem
też nie ma problemów. Biblioteka jest
czynna do północy. Stołówka
funkcjonuje na zasadzie szwedzkiego stołu,
jadła i napoju, ile dusza zapragnie. W
stołówce i bibliotece posługujemy się
kartą identyfikacyjną ze zdjęciem i
kodem kreskowym tzw. ID - żadnej
biurokracji. Prowadzący zajęcia są
przyjaźni, otwarci, zachęcają studentów
do konsultacji także poza czasem zajęć
(podają telefony, adresy e-mail). Z
drugiej strony bywają wymagający, ale
atmosfera jest wręcz partnerska. Mówią
powoli, ładną i na szczęście wyraźną
angielszczyzną. Przedmioty zapowiadają
się ciekawie. Zajęcia mają tu nieco
inna formę, niż u mnie na uczelni.
Studenci, z pomocą swojego opiekuna, sami
dobierają sobie przedmioty. Oprócz tych
obowiązkowych dla danego kierunku, uczęszczają
na dodatkowe zajęcia. W Collegu
funkcjonuje tzw. system punktowy (credits).
Studenci nie są przydzieleni do stałych
grup. Mam pięć przedmiotów, z czego dwa
pierwsze są obowiązkowe w ramach mojego
programu. Trzy wybrałam sama, za radą
mojego profesora prowadzącego:
1) International Protection of Human
Rights
2) Civil Liberties,
3) Introduction to Public Speaking,
4) The Helping Relationship,
5) Communication in Business Tutorial
/j. angielski – doskonalenie sztuki
pisania listów, MEMO, raportów itd./
Najliczniejsza klasa jest na Civil
Liberties – ponad 20 osób,
najmniej liczna na angielskim -
raptem cztery. Zajęcia mają formę
ćwiczeń, można je porównać do
lekcji w szkole – część
‘wykładowa’ i
‘interaktywna’ z udziałem
studentów. Już wiem, że na
moich zajęciach egzaminy będę
zdawać w formie pisemnych prac
zaliczeniowych w marcu i w maju.
Oprócz tego wymagana jest
regularna praca i systematyczne
przygotowywanie się do zajęć. I
do tego, jak i do obecności na
zajęciach, prowadzący przywiązują
największą wagę. |
Mam już sporo do przeczytania – zwłaszcza
na zajęcia z Ochrony Praw Człowieka i
Wolności Obywatelskich. Na tych ostatnich
zaczynamy omawiać casusy, które znalazły
swój finał w Sądzie Najwyższym Stanów
Zjednoczonych. Zaczęliśmy od Marbury v.
Madison z 1803r. To skomplikowany casus
pisany trudnym, fachowym językiem.
Profesor powiedział, że dalsze casusy
(bardziej nam współczesne) będą łatwiejsze
do czytania i rozumienia. W poniedziałek
(31.I.), w ramach zajęć z Introduction
to Public Speaking, mam pierwsze króciutkie
(ok. 3 minutowe) wystąpienie – tzw.
Speech of Introduction. Postanowiłam
opowiedzieć coś o swoim nazwisku.
Prowadząca zajęcia imponuje zachowaniem
równowagi pomiędzy egzekwowaniem wiedzy,
a partnerskim stosunkiem do studentów.
Do życia w campusie i College`u
przystosowałam się w zasadzie bez
problemów.
Luty 2000r.
Trudno
uwierzyć, że to już miesiąc poza
krajem. Chwile związane z początkiem
semestru i sprawami organizacyjnymi za
nami. Teraz ruszamy pełną parą. Zajęcia
są coraz ciekawsze i dużo łatwiejsze.
Wykłady
z Międzynarodowej Ochrony Praw Człowieka,
jak się okazuje, obejmują szeroką gamę
zagadnień: od rysu historycznego – tj.
jak ewoluowała idea i pojmowanie praw człowieka
na przestrzeni dziejów, aż po współczesne
osiągnięcia, czyli instrumenty prawa międzynarodowego,
jakie są dostępne w celu ich ochrony.
Prawa człowieka i instrumenty temu służące,
coraz bardziej się umiędzynarodawiają.
Zajęcia nie stanowią serii wykładów.
Profesor nie wymaga ‘wkuwania’ na pamięć,
ale przede wszystkim logicznego myślenia
i pracy nad tym, aby być świadomym złożoności
problematyki. Omawiane zagadnienia
teoretyczne poparte są przykładami.
Niedawno np. dyskutowaliśmy o tzw.
humanitarian intervention (interwencji w
celach humanitarnych). Nie obyło się bez
poruszenia tematu interwencji zbrojnej
NATO w Kosowie. W klasie rozgorzał
prawdziwy spór. Profesor nie narzucał
swoich poglądów, lecz chciał, by każdy
miał własne zdanie w tej kwestii.
Podobnie rzecz ma się na zajęciach z
Wolności Obywatelskich (prowadzonych
przez tego samego profesora). Obecnie
omawiamy ciekawe casusy prawne, które
koncentrują się wokół Pierwszej
Poprawki do Konstytucji Amerykańskiej.
Poprawka ta daje Amerykanom m.in. wolność
słowa. I znów pojawia się pytanie: jak
dalece ta wolność może sięgać? Kiedy
interes państwa może wziąć górę nad
wolnością ekspresji poglądów? Prawo
amerykańskie oparte jest na casusach i na
tym, jak zinterpretował je Sąd Najwyższy
– punktem odniesienia jest tu
Konstytucja, której podporządkowuje się
wszystko. Profesor z jednakowym zaangażowaniem
potrafi prezentować argumenty jednej
strony, a następnie drugiej, i nalega,
aby każdy opowiedział się po którejś
z nich. Sam nie zawsze zdradza swoją
opinię, często powtarza: „ - Nie macie
się wzorować na mojej opinii. Wyróbcie
swoją własną. Niech nikt nie pisze
pracy egzaminacyjnej na zasadzie
przytakiwania mi. Za to nikt nie dostanie
dobrej oceny. Nie oceniam poglądów, lecz
poziom argumentów używanych w ich
obronie.” To jest szkoła niezależnego
myślenia - to dla mnie niesłychanie ważne.
Z pewnością ułatwi mi to swobodne wyrażanie
opinii po powrocie do kraju. Bardzo lubię
te zajęcia, uczymy się na nich, że można
ostro powalczyć "na argumenty",
a potem razem zjeść lunch... Takie to
niby oczywiste, ale jakże często wręcz
nieosiągalne...
 |
Na The Helping
Relationship zajmujemy się
psychologią relacji "
terapeuta-klient". Na zajęciach
sporo dyskutujemy i wykonujemy ćwiczenia
praktyczne. Najciekawszym z nich
była symulacja krótkiej (10
minutowej) sesji terapeutycznej z
użyciem kamery video, wykonywana
w parach . Po obejrzeniu nagrania
trzeba było dokonać ewaluacji.
Ćwiczenie to powtórzymy po jakimś
czasie, aby sprawdzić poczynione
postępy w sferze umiejętności
interpersonalnych. Nieźle mi poszło,
jeśli chodzi o słuchanie i
kontakt wzrokowy, nieco gorzej z
unikaniem tzw. pytań zamkniętych
i swobodną pozycją ciała. Na
kasecie widać rzeczy, jakich człowiek
w inny sposób nigdy by nie zauważył.
Nasza prowadząca przywiązuje
bardzo dużą wagę do ćwiczenia
umiejętności słuchania i
rozmowy z ludźmi. W Ameryce
terapeuci mają wiele trudnych
wyzwań. Związane jest to m.in. z
różnorodnością kulturową i
etniczną oraz złożonością
problemów, z jakimi borykają się
ludzie. Tu na pewno jest trudniej
pracować w zawodzie psychologa.
Co ciekawe, kurs, na który uczęszczam,
nie jest przeznaczony tylko dla osób,
które planują profesjonalnie zająć
się terapią, lecz dla
wszystkich, którzy pracują z ludźmi,
lub dopiero zamierzają. Dzięki
temu bardziej dotarło do mnie, iż
pewne umiejętności nie są
zarezerwowane wyłącznie dla
fachowców z dziedziny
psychologii. Przydadzą się one
także w mojej pracy i oczywiście
w kontaktach prywatnych.
W ramach zajęć z języka
angielskiego omawiamy zasady
redagowania pism profesjonalnych,
listów. Następnie piszemy je
samodzielnie i dokonujemy korekty,
głównie językowej, jako że
wszyscy uczestnicy to obcokrajowcy
(Białoruś, Mołdawia, Ukraina i
Polska). Korzystamy z dość
popularnych tutaj komputerów typu
Macintosh.
W zasadzie wszystko piszemy
przy pomocy komputerów, z wyjątkiem
notatek w bibliotece czy egzaminów.
|
Marzec 2000r.
Już półmetek za
nami. Teraz koncentruję się na cząstkowych
egzaminach. Mam do napisania prace z Civil
Liberties i Introduction to Public
Speaking. Są to tzw. take home exams –
czyli zadane do domu.
W ramach przygotowywania się do zajęć z
przedmiotu Międzynarodowa Ochrona Praw Człowieka,
posługujemy się także Internetem.
Odwiedzam strony m.in. ONZ-tu,
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w
Strasburgu (casusy), Human Rights Watch,
Amnesty International. Zaglądam również
na strony polskich organizacji.
1 marca odwiedziliśmy
Colgate College (ok. godz. Drogi z Utici),
aby obejrzeć wystawę fotograficzną poświęconą
uchodźcom z Kosowa. Piękne, artystycznie
wykonane i zarazem wstrząsające zdjęcia
na wszystkich zrobiły duże wrażenie.
Czas już podjąć decyzję, co do tematu
pracy końcowej. Długo się nad tym
zastanawiałam – nie chciałabym pisać
o czymś, o czym już napisano setki prac.
|
W dniach od 13 do 16
marca mieliśmy dni wolne od zajęć tzw.
przerwę wiosenną. Razem z koleżanką z
Mołdawii Natalią Mardari pojechałam do
Nowego Jorku. Za sugestią i dzięki
pomocy prof. Orlina, oprócz typowego
zwiedzania, miałyśmy także możliwość
odwiedzenia kilku organizacji, które
zajmują się ochroną praw człowieka. Były
to:
Human Rights Watch (siedziba w Empire
State Building) – Children’s Rights
Division – odbyłyśmy krotką rozmowę
z przedstawicielką,
Nowojorska siedzibę ONZ; przez kilka
godzin przysłuchiwałyśmy się otwartemu
posiedzeniu Komitetu Ochrony Praw Człowieka
przy ONZ (złożony z niezależnych
ekspertów),
Lawyers Committee for Human Rights –
organizacja pracująca na rzecz ochrony i
promocji praw człowieka,
Nowy
Jork to specyficzne miasto, pełne
jaskrawych kontrastów. Tydzień na
zwiedzanie to niewiele, ale i tak udało
nam się zobaczyć kilka najważniejszych
miejsc.
|
 |
Czerwiec 2000r.
 |
W The House of the
Good Shepherd zostałam przyjęta
bardzo dobrze. W pierwszym dniu
zapoznawałam się z bardzo
obszerną dokumentacją
organizacji, której początki sięgają
roku 1872, kiedy zaopiekowała się
ona dwójką dzieci. W czerwcu
1875 organizacja posiadała już
swój pierwszy budynek. W początkowym
okresie jej działalność była
skoncentrowana na instytucjonalnej
opiece nad dziećmi pozbawionymi
opieki ze strony rodziny. Mimo, iż
organizacja ma rodowód i powiązania
z kręgami kościelnymi, w chwili
obecnej jest ona neutralna, a jej
pracownicy nie muszą być
wyznawcami jakiejkolwiek religii. |
Teraz The House of the Good Shepherd w
Utice ma kilka budynków i realizuje wiele
ważnych projektów. Instytucjonalna (krótkoterminowa)
opieka nad dziećmi jest tylko jednym z
fragmentów działalności. Na pierwszym
planie stawiana jest prewencyjna praca z
dziećmi i rodzinami, w celu utrzymania
dzieci w ich własnych rodzinach.
Uderzyło mnie to, jak starannie
prowadzona jest dokumentacja. Prawa i
obowiązki pracowników, podopiecznych
rodzin oraz dzieci, ujęte są w szczegółowym
wykazie. Istnieją przepisy dosłownie na
wszystko. Bardzo dokładna jest również
dokumentacja poszczególnych przypadków,
włącznie z informacjami medycznymi.
Wszystko jest skodyfikowane. Ma to zapewne
swoje dobre i złe strony.
Po podpisaniu tzw. Confidentiality
Contract dopuszczana jestem do poufnych
informacji dotyczących poszczególnych
przypadków. Cieszy mnie zaufanie, jakim
jestem darzona. Uczestniczę w spotkaniach
roboczych pracowników. Odbywają się one
regularnie. Oprócz spraw dotyczących.
organizacji, konsultowane są także
konkretne, często niełatwe przypadki.
Program Family Foremost skoncentrowany
jest na dzieciach, które są narażone, bądź
które już weszły w konflikt z prawem i
zagraża im umieszczenie w specjalnych
placówkach. W ramach programu Family
Foremost (Rodzina Przede Wszystkim)
pracownicy stosują metodę in home
service – odwiedzają dzieci w ich
domach, w szkole. Kontaktują się z różnymi
organizacjami, z sądem, a w razie
potrzeby także z policją.
Zdecydowana większość osób
zatrudnionych w programie to ludzie młodzi.
Ze względu na ciężką pracę i
stosunkowo niskie zarobki (skąd my to
znamy!) jest duża rotacja. Jeżdżę z
nimi na różne spotkania, w tym z dziećmi
i rodzinami.
Rzecz, którą
na pewno przydałoby się propagować i
upowszechniać w Polce to spotkania zespołów
interdyscyplinarnych, podczas których
omawiane są konkretne, trudne przypadki i
taktyka dalszego postępowania. Zapraszane
są na nie zainteresowane rodziny i
starsze dzieci, co zwiększa ich
podmiotowość. Pomoc idzie w parze z
konkretnymi wymaganiami, tak w stosunku do
rodziców, jak i dzieci. O dziwo, ani
jedna rodzina nie sprzeciwiła się temu,
abym była obecna podczas omawiania ich
sprawy.
Jedno z
takich spotkań było dla mnie szczególnie
miłe. Prowadząca zachęciła mnie, abym
brała aktywny udział w rozmowie. Moje
sugestie dotyczące trudnego przypadku
dziewczynki (córki emigrantki z Kuby)
zostały potraktowane poważnie. Podoba mi
się partnerskie stosunki panujące w
organizacji. Jedno, co mnie dziwi, to
znikome wykorzystywanie mojej gotowości
do pomocy w konkretnej pracy.
Co bardzo
charakterystyczne – zdecydowana większość
rodzin, które objęte są pomocą, to
rodziny rozbite. Dzieci nie wiedzą
praktycznie, co znaczy stabilna sytuacja
rodzinna. Trudno im się dziwić, że
zachowują się tak, a nie inaczej. Praca
z tymi dziećmi koncentruje się na
poprawie ich zachowania. Być może, że w
sytuacji braku możliwości stabilizacji
wyjściem jest skupienie się na
rozmaitych technikach kontroli własnego
postępowania i opanowywania gniewu. Wielu
podopiecznych programu uczęszcza na zajęcia
(organizowane m.in. w szkołach) w
zakresie tzw. anger management i anger
reduction.
***
Za zgodą rodziny (matka, syn i córka) i
terapeuty przysłuchiwałam się godzinnej
sesji terapeutycznej. Wniosek jest jeden -
dramaty, problemy, poczucie krzywdy są
wszędzie bardzo podobne do siebie,
niezależnie od szerokości geograficznej.
***
Właśnie odwiedziłam tzw. Non-Secure
Detention Center, maleńką placówkę
prowadzoną przez The House of the Good
Shepherd. Przebywa w niej dziesięcioro
dzieci, które zostały tu umieszczone
decyzją sądu. Są one pod stałym
nadzorem, aczkolwiek placówka nie ma
charakteru zamkniętego (nie ma krat, strażników,
itp.). Tutejsi wychowankowie to dzieci, które
uciekają z domu, unikają szkoły, nie
stawiają się w sądzie, lecz nie popełniły
poważnych przestępstw. Placówka jest położona
na obrzeżach miasta Utica w spokojnej
okolicy. Życzyłabym sobie, aby polskie
pogotowia opiekuńcze tak wyglądały. Równolegle
z przejrzystymi i konkretnymi wymogami co
do zachowania się, panuje niemalże
rodzinna atmosfera. Dzieci realizują
obowiązek szkolny na miejscu (zatrudniony
jest nauczyciel) – w trybie
indywidualnym. Mają do dyspozycji
komputery z programami edukacyjnymi. Przy
tak małej liczbie dzieci łatwo jest z
nimi coś osiągnąć. To była interesująca
dla mnie wizyta. Jedna dziewczynka zapytała
mnie, jak wyglądają takie placówki w
Polsce? W odpowiedzi krótko opisałam jej
nasze pogotowia opiekuńcze i powiedziałam,
żeby doceniła warunki, w jakich
przebywa. Widziałam jak prowadzone są
lekcje, lunch. Byłam też świadkiem
dowozu nowego wychowanka przez policję.
Widok ok. 13 letniego dzieciaka w
kajdankach robi wrażenie... Tuż po przyjęciu
do placówki "akcenty więzienne"
znikły. Przyjazna atmosfera wytworzona
przez dyrektora i resztę pracowników,
indywidualne traktowanie w połączeniu z
konkretnymi wymaganiami, przynosi efekty.
Ucieczek jest mało. W zeszłym roku było
ich 11.
Do placówki
przyjmowane są dzieci w wieku od 7 do 16
lat. Średnia wynosi 14,5. Przeciętnie
pobyt trwa miesiąc.
W Stanie
Nowy Jork jest więcej tego typu placówek,
prowadzonych przez licencjonowane
organizacje, a także lokalne władze. Są
one z reguły małe, podobne do tej.
Inaczej rzecz ma się w przypadku tzw.
Secure Detention – są to już duże
placówki, przypominające nasze
"poprawczaki". Zapewne nie jest
już tam tak miło, jak w miejscu, które
dziś odwiedziłam.
|
Już zakończyła się
moja praktyka w The House of the Good
Shepherd. Rozstaliśmy się w przyjaznej
atmosferze z nadzieją na utrzymanie nawiązanego
kontaktu. To, co widziałam przez te
tygodnie, da mi do myślenia. Jednak już
teraz widzę, że system amerykański
(zresztą jak każdy inny) ma swoje mocne,
ale też i słabe strony. Mocne strony to
z pewnością wysoki stopień organizacji
pracy, przejrzyste reguły,
interdyscyplinarne podejście,
koordynacja, partnerskie stosunki w
miejscu pracy, no i rzecz jasna duża baza
środków. Słabe strony to zbyt duże
zapatrzenie w tzw. procedures, czyli kult
procedur, wbrew pozorom za mało
spontaniczności (na wszystko jest
przepis), dominacja podejścia
behawiorystycznego.
Tu, w Ameryce, problem jest zwykle bardzo
dobrze zdefiniowany, a procedura postępowania
- gotowa. To dobrze, ale pod warunkiem, iż
standardy są dopasowywane do
indywidualnego przypadku, a
|
 |
nie
odwrotnie. W praktyce wygląda to
bardzo rożnie, z równie różnymi
efektami. Odnoszę wrażenie, że
tak jak w Polsce jest za mało
wytycznych, odnośnie postępowania,
tak w Stanach Zjednoczonych jest
ich nadmiar, co powoduje
zwolnienie z konieczności
samodzielnego myślenia.
|
Jak w każdej innej dziedzinie życia w
Ameryce, tu też panują ogromne
kontrasty. Zresztą jak w każdym innym
kraju, i tu są sprawy rozegrane i załatwione
bardzo dobrze, z poszanowaniem
niepowtarzalności każdego przypadku, ale
są też takie, które zostały załatwione
z dużą szkodą dla dzieci. Takich przykładów
dostarcza lektura materiałów na stronie
organizacji - National Council for
Adoption. Mam jednak wrażenie, iż
organizacja, w której dane mi było
przyglądać się przez miesiąc pracy
należy do jednej z lepszych.
2000 r.
A po dwóch latach? - rok 2002
Już minęły ponad dwa lata, odkąd wróciłam
ze stypendium. Wracając, nie byłam już
tym samym człowiekiem, co przedtem -
wzbogaciłam się o nową wiedzę
merytoryczną, doświadczenie a także te
cechy charakteru, jakie nabywa się i
umacnia, będąc daleko od domu - odwagę,
pewność siebie, umiejętność wyrażania
swoich poglądów, samodzielność. Myślę,
że owoce tamtego wyjazdu będę zbierać
jeszcze bardzo długo i nie tylko na swój
użytek. .
Jest bardzo wiele do zrobienia w
dziedzinie upowszechniania wśród
polskich studentów stypendiów
zagranicznych, pokazania im, że to jest
dla nich, że można sobie poradzić,
nauczyć się szukać. Nie mniej ważne
jest przyciąganie zagranicznych studentów
na nasze uczelnie, nie tylko te super
elitarne.
Katarzyna Uroda
Praktyka w Wolnej
Szkole Waldorfskiej w Niemczech
Szłam wzdłuż pachnącego deszczem lasu
za grupką młodzieży i obserwowałam każdy
ich ruch... Byłam ciekawa, jak przyjmie
mnie kolegium nauczycielskie w Waldorfskiej
szkole, ale jeszcze bardziej, interesowała
mnie reakcja niemieckich uczniów.

Jak
się później okazało nie wyróżniali
się oni niczym szczególnym... Nie
licząc żwawych trzynastolatków,
których trudno było nie zauważyć,
a już na pewno nie dało się ich
nie usłyszeć - nawet zza szczelnie
zamkniętych drzwi... Łatwo można
sobie wyobrazić moją reakcję,
kiedy okazało się, że właśnie tą
radosną młodzież będzie dane mi
uczyć... |
 |
| |
 |
Tymczasem zza drzew zaczęła wyłaniać
się trzypiętrowa, asymetryczna bryła,
z oknami o tak samo różnorodnych
formach, jak pastelowo-żółte ściany
budynku - szkoła była piękna i
ogromna...
Otaczał ją kompleks budynków, wśród
których znajdowała się sala
gimnastyczna i koncertowa oraz
pracownie przeznaczone do zajęć
warsztatowych i rzeźbiarskich. Architektura szkoły wg pedagogiki
Rudolfa Steinera (do którego zwrócono się
z prośbą o założenie Wolnych Szkół
Waldorfskich) nie powinna stwarzać wrażenia
przestrzeni zamkniętych, stąd
asymetryczne, przestrzenne formy, skosy oraz
odpowiednio dobrane kolory wnętrz. |
Główny gmach szkoły został zbudowany
na bazie figury prawidłowej. Korytarze miały
więc tą cudowną właściwość, że kiedy
zagubiona i do tego obcojęzyczna
praktykantka, nie wiedziała jak trafić do
sali, z której wyszła, zawsze mogła wrócić
w to samo miejsce, idąc po prostu przed
siebie... Szkoda tylko, że taka sytuacja
powtarzała się na wszystkich trzech piętrach,
co czyniło je niemalże identycznymi... |
 |
 |
A to, w pierwszych dniach, wcale nie ułatwiało
mi poznania szkoły...
W samym środku gmachu znajdował się
wielki hol, dookoła którego zostały
rozmieszczone sale lekcyjne przeznaczone dla
klas od pierwszej do dwunastej.
Tego wszystkiego dowiadywałam się
oczywiście stopniowo przez kolejne dni
mojego miesięcznego pobytu w bawarskiej
Wolnej Szkole Waldorfskiej w Erlangen.
|
|
|
POWSTANIE SZKÓŁ
WALDORFSKICH I KILKA SŁÓW O RUDOLFIE STEINERZE
I wojna światowa wstrząsnęła światem.
W Europie środkowej załamał się stary
system państwowy i wielu ludzi zastanawiało
się nad przebudową struktur stosunków
politycznych i społecznych. Takim właśnie człowiekiem
był Emil Molt – właściciel i dyrektor
Fabryki Papierosów Walorf-Astoria. Jego
pracownicy już pod koniec wojny uczęszczali
na kursy ogólnokształcące.
 |
Molt pragnął
też założyć szkołę dla dzieci,
twierdził, że wszelkie kwestie społeczne
wiążą się z zagadnieniem godności
ludzkiej, a więc przede wszystkim z oświatą. W
1919 roku otwarta zostaje pierwsza
Wolna Szkoła Waldorfska w
Stuttgarcie.Propozycję Emila Molta
o utworzeniu szkoły przyjął
Rudolf Steiner, który w tym czasie
intensywnie działał na rzecz
nowego ukształtowania społecznego. |
| |
Rudolf Steiner
(1861-1925) urodził się w Austrii.
Po ukończeniu Politechniki Wiedeńskiej
uzyskał doktorat z filozofii i brał
udział w opracowaniu
przyrodoznawczych dzieł Goethego. W
1900 roku rozpoczął działalność,
dzięki której znany jest przede
wszystkim jako twórca antropozofii.
Jego liczne publikacje i wykłady mówiły
o pogłębionym zrozumieniu świata
i człowieka, które rozumiał jako
kontynuację poznania zdobytego na
polu nauk przyrodniczych. Swoich
teorii dochodził na drodze bezpośrednich
badań duchowych, pozazmysłowych.
Wielokrotnie powracał do tego
tematu, pragnąc odnowić pedagogikę.
Jego spostrzeżenia wywodziły się
z nowej antropologii, badającej człowieka
od strony ciała, ducha i umysłu.
Dzięki temu Steiner stworzył
pedagogikę dbającą o pełny rozwój
człowieka. Uwzględniała ona nie
tylko intelektualno poznawcze
potrzeby człowieka, ale również
jego rozwój sił woli, zdolności
artystycznych i umiejętności
praktycznych, miała jednocześnie
dbać o rozwój myślenia, życia
uczuciowego , moralnego i
religijnego. Taka pedagogika stała
się później podstawą Szkoły
Waldorfskiej, której Steiner
przypisywał ważną rolę w życiu
społecznym, bo wymagała ona odnowy
wychowania i nauczania, zarówno pod
względem treści jak i formy. |
 |
Przyjmując propozycję Emila Molta,
stworzył Wolną Szkołę Waldorfską, gdzie
wychowanie miało być zgodne z naturalnymi
prawami rozwoju całego człowieka, ujmującymi
jego cielesną i duchową istotę. |
Ola Wiatr
|