|
Być
epicentrum Twojej stałej fascynacji;
Z niedoścignionych,
niepochwyconych wizji sennych;
Drogą -
na ślady dotyku
Twych stóp.
Myślą jasną -
lotną;
Niezwyczajną łzą
pełną Twojego znaczenia -
bólu..
Ciszą Twoją, szeptem,
tęsknotą zaklętą w kryształowych wierszach -
Chcę.
xxx
Senny brewiarz błogości zamknięty
w ust spragnionych czerwonej koronie.
Lakoniczne rozmowy - nielogiczne ;
My obok siebie,
a cisza między nami -
krzycząca....
xxx
Pochwycona
przez macki rutyny ,niezmiennie słonej-
wielości szklanych kropli ;
W tysiącu barw przeźroczy nie ma miejsca
na krwawą czerwień ust,
na rozkoszy elektryzujący impuls
z opuszków palców;
Na górne granice.
jedności.
xxx
Liczbą kościanych oczek
do skutku-
wróżę dzień jutrzejszy.
Wyznaczam linię będącego dopiero uśmiechu-
lub nie.
xxx
Kiedy plotłam warkocze-tęczy
powiedziała:
"najlepsze wiersze to te-bladą zielenią
pisane
niepoznane-
poetycki nowicjat swobody;
Wiosenny bukiet twoich lat"
Jutro
zaniosę jej złotej barwy
do kolekcji.
xxx
Drzewem
w jesiennym wspomnieniu zastygła
porą roku -zmienna;
Co każdej świeżej wiosny
dotykiem zaszczycasz
coraz mniej ekologicznym.
xxx
Wydałam właśnie na świat
cztery w mej duszy rosnące
embriony;
Samodzielnie żywe-
wierszowe liście.
xxx
Zasuszoną łzą
z pamięci nie chcianej-zachowanego obrazu-
maluję twoją tchórzliwą dłoń;
Jeszcze-
wymierzy ci policzek...
xxx
Boże-Ty
co mówisz że kochasz -
przytul mnie
tak -po ojcowsku.
xxx
Skąd się bierzesz
i czemuś nigdy nie uśpiona ;
Dokąd wyciągasz ręce-
n a d z i e j o - i
kto karmi ciebie-skoro ty
karmisz mnie-
suchym iluzji prowiantem...
xxx
Niedościgniona myśli
która żyjesz we mnie,
ledwo żeś ujrzała
kto ciebie uwolnił-
a już żeś umarła
taka absurdalna;
Zabita dumą
własnej matki.
xxx
Spoglądając-
wszędzie plecy przeszłości.
Niechciane nici spojrzeń -
w byłą stronę;
Pamięć cytrynowych dłoni (jej dłoni ),
badających rzeźbę męskiego archetypu;
I nagle-pożądanie, nagle
inicjacja
cytrynowych uderzeń
raz,za razem-ku pamięci
pamięci na dłużej.
Nie mojej.
xxx
Cóż winna robić kobieta-
jeśli nie pisać wiersze;
Chłodną porą listopadowych wieczorów-
zapalać uśpioną świadomość;
Z kłębków wełnistych - szyć swetry
sentymentów
(rozkosznie zimą grzejących)
Potem
jednodniowym kwiatem wiosny przebudzona-
znowu żyć,
współtworzyć emocjonalne źródła
pod wierszowane pamiętniki
xxx
Niezrozumiała jestem
nieodczytana
a przecież-
nie jestem z dużej litery pisana;
Zbyt mała - pragnę
Dużego znaczenia.
Tak poetycko dzisiaj
przejrzałam sumienie, tak cicho piszę,
a mimo to
długopis wyczerpał już -
zieloną barwę życia.
xxx
Cała jestem-
zamknięta w jesieni;
Dwudziestoletnim gaworzeniem
oznajmiam swoją nieustępliwość
mdłym zimowym choinkom-
służebnicom jednobarwnej Oziębłości - i jej
sześcioramiennym, topniejącym
gwiazdom;
Nie zginę,
Ja -
" po-letnie"
słońce.
xxx
Tak często ostatnio doświadczam-
wierszowego' deja vu'
Więc-
boję się dotknąć pióra
i gaszę duszę;
Nie chcę powielać-nie pragnę pisać
czyimś światem.
"NAPIĘTNOWANA"
Prześmierdłam tą tęsknotą zakazaną
starą,zardzewiałą,
nieposmakowaną;
Wciąż żywą - poprzez
paraliż mięśnia górnych emocji nagle
przebudzonego,
nagle i od zawsze
na ten widok wrażliwego.
Prześmierdłam kurzem czasu,
świeżością
wyostrzonych zmysłów.
xxx
Przebita
czasem sobie zadanym samotnii;
Obojętności na bogów
ludzkich obliczy-
mój Boże
unicestwiłeś wrażliwość na pięknych
pospolitych;
Sama
dostrzegam co
niedostrzegalne , pożądam
co zakazane ,co ludzkie-
kocham.
xxx
Złamałam przysięgę myśli
reakcją ciała-
(głupia maszyna)
niezależnie od siebie...
Mego serca spokojem
władasz.
xxx
I ogarnęła ich energia -
ślepota oczu, zauroczenie dusz;
I ogarnęła ich żądza -
dotyk ciał, powiew rozkoszy;
I owionął ich wiatr -
kwieciem konsekwencji -
śliski czas.
xxx
Zmywa z Ciebie ból,
zmywa z Ciebie -
bezsilność i lęk.
Gasi Twój żar pragnienia.
Nie czujesz nic,
na myśli Twej dusza- niesie zapomnienie.
I żegnają Cię ptaki
o poranka brzasku-widząc jak śpiewasz
i jakby w zachwycie
w wirze morskiej toni pląsasz;
Zamyka Bóg cień. Znikasz w trumnie
oceanu fali;
I szumią drzewa Tobie,
o południa świcie - i gdy Ciebie nie ma już,
wielka to cisza-nie przed burzą - wschodzi
a zza chmur-
bólu uśmiech słońca.
xxx
Lubię wbijać szpilki
w teorię istnienia tej - "miłości"
od której
wzlecieć można;
Lubię ośmieszać cele
dla mnie samej -
dla mnie
nieosiągalne.

|