Monika Lewandowska - Lat 31.Uwielbia twórczość Henry`ego Millera, Paula Eluarda i Tadeusza Peipera. Współpracowała z grupą Oranżeria
Art i Młodzieżowym Klubem Literackim w Koszalinie. Publikacje: wydawnictwo inaugurujące działalność Młodzieżowego Klubu Literackiego w Koszalinie
pt: "Wieczór Pierwszy" ( 2003 ), magazyn No Name, Poema Art. Współautorka książki "MORE THAN MEETS THE EYE - POLISH FANS ABOUT THE VIDEOS"
poświęconej teledyskom brytyjskiej grupy Placebo. Laureatka konkursu "Literacki start": wyróżnienie w kategorii "Poezja" (2003).
jaki byłby świat
biały porcelanowych truskawek
z zielonymi kołnierzykami szypułek
świat bazaltowych jabłek
kruszących się w drobny kryształ
przy upadku
roztrzaskany refleks ciężkiego
owocowego światła
dwóch pomarańczowych księżyców
nadgniłych popiołem kraterów
ułożonych względem siebie
rodzinami wygasłych otworów
pływających w przestrzeni
skrzydlatych rybich istnień
trącających płetwami
czarne liście
otwartych na oścież drzew
jaka byłabym
nie mogąc znieść takiego piękna
prastare
przykucnięte
brunatnie mądre
jednego czego
mu brakuje
to oliwy do ognia
dolać
i prochem pamięć
przyprószyć
wprost na
białko oczu
zmienić kolor na szary
i ulgę poczuć
od kolców czerwieni i żółci
płaskich policzków
na krótką chwilę
jest moje
zrasta się
z kręgosłupem
i wychodzi bokiem
niepostrzeżenie
po piątym kieliszku
zanurz w moim
ciele
swoje dłonie
wsuwając je pod
falujące drżenie łopatek
aniele pozbawiający
mnie frasunku
weź ze mnie grona
płuc
wypełnij nimi usta
swoje ich skażonymi
przestrzeniami
szumiącymi już
tylko po to
samo z siebie
zmęczone wzdychanie
gdy przychodzisz
z ławicą ulgi
tuloną do piersi
jak dłoń
wyjmij ze mnie
grona pęczniejące
mętnie nocami
jak szklane kulki
rozrywające przepełnieniem
kieszenie opłucnej wspomnień
aniele wiem
że skrzydła masz
słone i to dla mnie
pocieszenie
gdy ociekają
na moją podłogę
w dusznym pokoju
zawsze zostaje po tobie
zapach morskiej rodni
nadzieje dla mnie
że klęcząc w kałuży z ciebie
z wycieńczenia upadnę
w nią i obudzę się
tchnięta skrzelem
aniele mój zamiast
włosów masz wodorosty
łuski piór niezliczone
jesteś przepiękny trwaniem
bądź przy mnie
w bólu pączkowania gron od nowa
w kaszlu głuchym samotności
i nie wódź mnie na pokuszenie
żeby się na ten ból godzić
na bliskość
że aż w powietrzu
gęstnieje elektrolit
na taką bliskość
przychodzisz
szeleszcząc kartkami
o moje palce
gdy przebudzona
z letargu słowa
znów mogę
widzieć
kształty wyraźne
języka
że prawie
wilgocią między nim
a podniebieniem znaczeń
nasiąkam
i zachrypniętym
od snu głosem
wymawiam Ciebie
wylewasz się
z poezji
i stajesz obok mnie
koniecznie
nagi
wierszu mój połamany
opatruję cie w przegubach
metafor
wypadasz spod moich
łupin pękającego orzecha
ciekawości lirycznej
nie w czas cię podnoszę
trwale okaleczony zrostami
na krzyż i po przekątnej
gramatyki
abyś sylwetką kanon spełniał
łamię twoje kości zgłosek
i po mojemu nastawiam
przynosząc wstyd ortopedom języka
jest zachłyśnięciem
po skończonym rymie
żółtym tonącym liściem
jest natrętną myślą
rozwieszoną między skroniami
filozofią błąkającą się
w pustym portfelu
nowym prześcieradłem
na którym nigdy nie zaśniesz
podjęciem próby
niewiary w przypadek
wyobraź sobie mnie
pochylony przedramieniem gest
spadający pięcioźródłem palców
zwilżony rozłam ud
wartki nurt ruchów
bulgoczący i syczący
po zakamarkach wnętrza
wyobraź sobie mnie
łabędzio uniesione nieme nogi
chcące okruchów ciepła
podpowiadam im
jak o nie prosić