piszę ten wiersz
bo słów w całość zebrać nie potrafię
rozpadają się
odchodzą ode mnie
moja prawda której
w oczy spojrzeć się boję
samotny wydrążony
te słowa
jak ja
puste i nic nie warte
bo
nie ma
Boga
jest
tylko
człowiek
i
śmierć
Ojcze
ojcze
ty mnie zabiłeś
obdarłeś z miłości
miałeś chronić wytłumaczyć wskazać
milczysz
te trzy dni
twojego milczenia i moich pytań
miały zwieść cię
na pokuszenie
usłyszałem kroki
gdy patrząc w niebo rozmawiałem z Bogiem
mówiłeś że tam On
ja wierzyłem
żertwa
Miłosiernemu Panu niewinna krew
na przebłaganie
więc
szarpnąłeś
uderzyłeś
rzuciłeś na ziemię
związałeś
zatkałeś usta
żebym nie mógł się uwolnić
żebym nie krzyczał ponad twoje milczenie
i twój wyraz twarzy
zwierzęcy
nie wiem co było dalej
czas zatrzymał się
gdy ostrze dotknęło mojej szyi
nie umiem widzieć cię inaczej niż wtedy
na tle nieba
czym dla ciebie byłem
całopalenie ze mnie
żebym przebaczył
żebym zapomniał
grzechy
co tato co jak takiego
mówiłeś że On dał ludziom
wolność wybór
czy mnie ktoś pytał
żebym przebaczył
ale ja ci ojcze
nigdy
wymieniłeś
pierworodnego
syna
na potomstwo jak ziarnka piasku liczne
odchodzę od ciebie
od niego
Moria jak trzy dni temu
jakby nic się nie stało
ta sama prawda
jedyna prawda
Nie ma Boga. Jest tylko człowiek i śmierć.
Ojcze
to już ostatni sen Izaaka
rozdarty
Twoją Boską wolą
w niebo pełne gwiazd spoglądam
nie czekam na cud
tu będzie grób ojcowskimi rękami zadany
pomnik Bożego zwycięstwa nad pychą
człowieczej miłości
oniemiały moim ludzkim bólem
padam przed Tobą na kolana
i o Twe miłosierdzie
wszechmogące
żebrzę
gdy ostrze dotknie szyi Izaaka
niech pierworodna krew
i bezgrzeszny krzyk
szybko
napełnią ten kielich którego
nie oddalisz
niech niewinne ciało
i ofiarna łza
bezboleśnie
spłoną w ogniu całopalenia
i niech mi
syn moje winy
odpuści
jeżeli Boże możesz to uczynić
trzeba aby się
wykonało