Obrazki z Indii i Nepalu 2003r. - Khajuraho

Obrazki z Indii i Nepalu

Etap IV: Khajuraho

Khajuraho - muzykanci Kto rano wstaje, ten zdąży na autobus! Ale nawet jak się jest na dworcu ponad pół godziny przed odjazdem, to może być kłopot ze znalezieniem go jeśli nikt nic nie wie. Na szczęście mały chłopiec uratował nas z niechybnej opresji wskazując stojący gdzieś z boku, gotowy do odjazdu autobus. Bardzo byliśmy radzi, że udało nam się do niego wsiąść, ale po 12 godzinach jazdy tacy radzi już nie byliśmy....
Khajuraho - slonie Khajuraho (Khadźuraho) jest wioską w stanie Madhya Pradesh (Madhja Pradeś) w centralnych Indiach. Żyje z turystów przyjeżdząjących oglądać owiany legendami rozległy kompleks świątynny. Nazwa prawdopodobnie pochodzi od określenia palm daktylowych (khajur), które tu kiedyś rosły w dużej liczbie. Od IX do XI wieku była to jedna ze stolic królów władających terenami dzisiejszego stanu Madhya Pradesh. Po XIV wieku straciło swe religijne znaczenie i zostało niemal zapomniane. Z liczby 85 świątyń do dziś przetrwało 22. Większość z nich poświęconych Siwie i Wisznu do dziś pokrywają wyrzeźbione kunsztownie w piaskowcu sceny z życia starożytnych Indii.
Khajuraho - scena polowania Dotarcie do Khajuraho z Agry nie jest łatwe jeśli założyć, że do dyspozycji ma się tylko publiczne środki transportu (samolotów nie braliśmy pod uwagę). Zdecydowaliśmy się więc na jedyny bezpośredni autobus jadący z Agry do Khajuraho - to jego główna zaleta. Ma on też dwa mankamenty - wyjeżdża o 5:30 i jedzie ponad 12 godzin. Ale nie zrażając się przed wyjazdem - przybyliśmy wczesnym rankiem na dworzec. Przed piątą panował tu już całkiem ożywiony ruch. Większość obecnych co prawda spała na ławkach i na ziemi, ale niektórzy już pracowicie szorowali zęby, nabierali z kranów wody, przygotowywali pobliskie stragany i jadłodajnie do nowego dnia, a dwie osoby w którymś z pomieszczeń w budynku dworca prowadziły dość ożywioną rozmowę. Ci właśnie wyglądający na kierowców Hindusi po dłuższej chwili powtarzania po angielsku pytania o autobus do Khajuraho wskazali okratowaną budkę "dyżurnego ruchu" mieszczącą się przy placu manewrowym dworca. W niczym nam to nie pomogło, ponieważ "dyżurny" spał w najlepsze, a wyrwany ze snu wypowiadał cały szereg słów, których chyba sam nie rozumiał, a my już na pewno nie. Sprawdzanie stojących w pobliżu autobusów niewiele dało, żaden nie wyglądał na ten, którego szukaliśmy. Podczas któregoś z okrążeń placu dworcowego jak spod ziemi wyrósł niewysoki chłopiec, który zaofiarował pomoc. Tym razem okazała się ona wyjątkowo przydatna, ponieważ już po chwili wskazał stojący zupełnie poza dworcem, gotowy do drogi autobus. Szybki bieg, szybkie podziękowanie za wskazanie właściwego autobusu - i już byliśmy w drodze. Do tej pory żałuję, że nie wcisnąłem chłopcu do ręki kilku rupii. W czasie całego pobytu w Indiach on jeden na pewno swoją pomocą na to zasłużył. Mam prośbę: gdyby ktoś w nocy szukał na dworcu w Agrze autobusu do Khajuraho i natknął się na sześcio- może ośmioletniego chłopca - niech za okazaną ewentualnie pomoc dorzuci mu od nas monetę...
Khajuraho - slonie Nie było nam dane w spokoju dojechać do Khajuraho. Na szczęście GPS służący jako "komórka" pomógł nam i nie musieliśmy się specjalnie wykłócać, czy szukać pomocy u policjantów. Szczegóły tej przygody opisane są w dziale waypointy. Pomimo niepewności, czy autobus dotrze tam, gdzie miał dotrzeć, udało się dojechać w szybko zapadających ciemnościach, na miejsce. Pomimo wieczorowej pory (było po godzinie 19) otoczył nas wianuszek rikszarzy i "pomocnych" przewodników. Zdecydowaliśmy się na nocleg w hotelu Jain położonym w centrum wioski. Pomimo obchodzonego właśnie światowego dnia turystyki udało nam się całkiem tanio (55 INR od osoby za dzień) wynająć pokój z łazienką. W sumie więcej kosztowały nas usługi, z których korzystaliśmy w hotelu (jedzenie, internet, telefony, wypożyczenie rowerów) niż samo spanie.
Khajuraho Światowy dzień turystyki - 27 IX 2003r. rozpoczęliśmy w jednym z najbardziej godnych tego święta miejsc. Wśród kompleksu świątyń Khajuraho znajdującego się na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od świątyń stojących samotnie w pewnym oddaleniu, bliżej starej wsi Khajuraho. Oczywiście natychmiast trzech młodzieńców zapragnęło w naszym towarzystwie szlifować swój angielski. Jęli roztaczać przed nami wizję biednych chłopów, którzy przez pokolenia wyorują z ziemi starożytne posążki i fragmenty płaskorzeźb. Naszą wyobraźnię rozpalali opowieściami o wsi, w której wieśniacy żyją jak przed wiekami w kastowym porządku, i gdzie starożytne znaleziska można za bezcen kupić. Bardzo byli smutni, że nie chcieliśmy skorzystać z tak wspaniałej okazji. Po południu spotkaliśmy jeszcze raz jednego z nich, ale tym razem już otwarcie nas zapraszał do swego sklepu. Nie skorzystaliśmy i wróciliśmy do kraju bez żadnych "starożytnych" szczątków świątyń.
Khajuraho - slonie Popołudnie spędziliśmy w centralnej grupie świątyń. Stanowią one ogrodzony kompleks, położony w pieczołowicie pielęgnowanym parku, do którego wstęp kosztuje 5 USD. Zarówno odwiedzane przed południem, jak i te świątynie zrobiły na nas wielkie wrażenie. Ich wiek i kunszt starożytnych artystów pozwolił uwierzyć w mistykę Indii i dziejów indyjskiej cywilizacji. Codzienne życie, walka czy miłość ludzi żyjących w Khajuraho przed kilkuset, czy przed tysiącem lat do dziś są czytelne w rzeźbach i imponujące. Miłosne sploty mężczyzn i kobiet przedstawione w piaskowcu przywodzą na myśl odwieczną pogoń i równowagę pomiędzy Jin i Jang. Cisza, spokój i prawie zupełny brak turystów pozwoliły nam nacieszyć się atmosferą minionych lat. Dopiero nadciągający deszcz, resztka ustępującego monsunu, wygonił nas na spóźniony obiad.
Khajuraho - ogrody Popołudniowa wycieczka ma wypożyczonych rowerach pozwoliła nam przyglądnąć się życiu mieszkańców wsi oddalonych kilkanaście kilometrów od Khajuraho. Podczas przejażdżki wszędzie dobiegały nas unoszone wiatrem dźwięki muzyki towarzyszącej przygotowaniom do święta. Osady położone przy bocznych wąskich dróżkach niewiele się różniły od tych, które już znaliśmy z okolic asfaltowych dróg. W nich także najwyraźniej podstawowym bytowym problemem są śmiecie i kanalizacja. Każdą z mijanych wiosek otaczał łańcuszek odchodów i hałd plastiku. Z powodu wody stojącej na polach po monsunie, nie dostrzegliśmy nikogo pracującego w polu. Można dyskutować nad tym, co warto w Indiach zobaczyć, co zwiedzić, gdzie dotrzeć. Wydaje mi się, że Khajuraho jest takim miejscem, które powinno znaleźć się w programie każdej wyprawy czy wycieczki do Indii.




Strona
startowa
Etap I
Delhi
Etap II
Jaipur
Etap III
Agra
Etap V
Satna
Etap VI
Varanasi
Etap VII
Sarnath
Etap VIII
Kathmandu
Etap IX
Powrót
Dodatek
Banknoty
Dodatek
Waypointy