Galeria Konspektu 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

Galeria Grażyny Brylewskiej >>

*

Artykuły z poprzednich numerów:

Alicja Panasiewicz — magia światła

Grażyna Borowik - przestrzeń sztuki zintegrowanej

Aleksander Pieniek - u zbiegu kultur

Jacek Zaborski - podróże w nieznane

Stanisław Moskała - w kręgu transformacji

Piotr Jargusz - w stronę absolutu

Adam Maria Panasiewicz - skrót, znak, esencja

Andrzej Bębenek
- w kierunku znaku


Małgorzata Olkuska - lekkość monumentu

Lucjan Orzech - ku syntezie

Marek Sajduk - tradycja i nowoczesność

Stanisław Sobolewski
- poszukiwanie prawdy


Halina Cader - fascynacja zwykłością

Romuald Oramus - sztuka życiem pisana

 

Galeria Konspektu
   Marek Karwala

Grażyna Brylewska — w przestrzeni prawdy

 

Grażyna Brylewska, urodzona w Poznaniu w 1950 r., studiowała w tamtejszej PWSSP malarstwo po kierunkiem prof. Stanisława Teisseyre’a, zaś tkaninę w pracowni prof. Magdaleny Abakanowicz. Z jej rekomendacji odbyła także studia (1979/80) w Wyższej Szkole Sztuk Stosowanych w Wiedniu (stypendium Fundacji F.V.S. Herdera). Trzykrotnie była stypendystką Ministerstwa Kultury i Sztuki. Od 1999 r. pracuje w Instytucie Sztuki Akademii Pedagogicznej w Krakowie, obecnie na stanowisku adiunkta, prowadząc zajęcia z rysunku, malarstwa oraz problemów formy i wyobraźni plastycznej. Współtworzy krakowską galerię „BB”.

Ma w dorobku kilkanaście wystaw indywidualnych oraz udział w prawie trzystu ekspozycjach zbiorowych. Prezentowała swe prace w galeriach krajowych, jak również zagranicznych (USA, Kanada, Kuba, Meksyk, Australia, Izrael, Ukraina, Rosja, Portugalia, Niemcy, Francja, Szwajcaria, Słowacja, Czechy, Holandia, Węgry, Finlandia, Szwecja i Włochy). Jest laureatką kilku prestiżowych nagród (m.in. Grand Prix Konkursu na Najlepszą Tkaninę Roku 1977 i 1980, Kraków; Grand Prix Międzynarodowej Wystawy Consument ART w Norymberdze), a jej prace posiadają: Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi, Muzeum Okręgowe w Gorzowie Wielkopolskim, Savaria Museum Szombathely na Węgrzech, SBWA w Warszawie, Cook Collection w Chicago, Museé de la Tapisserie Contemporaine w Angers, zbiory miasta Rauma w Finlandii, Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju.

G. Brylewska

Chociaż Grażyna Brylewska od samego początku swej twórczej aktywności starała się iść drogą indywidualną, podkreśla jednakże, iż sporo zawdzięcza poznańskiej szkole, a to — szukanie najprostszych form wyrazu, niechęć do dekoracyjności czy zbędnego estetyzowania. Do dziś pamięta o wyznacznikach rozumienia sztuki, jakimi dzieliła się ze swymi studentami Magdalena Abakanowicz: „nowatorstwo, antytradycjonalizm, oryginalność, nowe kryteria wartościowania...”.

Artystka opatruje swoją sztukę następującym komentarzem: „Po krótkim okresie (...) eksperymentowania z fakturą materii rozpoczęłam próby poszukiwania całości i robię to do dziś. Pojmuję sztukę jako misterium pytań odwiecznych i nowych, rodzących się z obserwacji współczesności. Ten wątek przewija się przez wszystkie lata mego dojrzałego działania. Jest i drugi, nawiązujący luźno do tradycji autobiograficznej. Bo jeśli mam powiedzieć coś o człowieku, wpierw muszę bacznie obserwować siebie i rzeczywistość, w której żyję. Od początku wierzę, że w sztuce ważne są prawda i prostota. Prawda nie wymaga komentarza. Prostotę rozumiem jako nienadużywanie środków i rezygnację ze zbędnego popisywania się warsztatowymi umiejętnościami; sądzę, że należy użyć tylko tylu środków i aż tylu, aby przekaz był klarowny. «Dekoracyjność», której na szczęście było we mnie niewiele, wytępiono już na uczelni. Język moich wypowiedzi jest prosty, choć staram się w niego wpisać metaforę; chcę, by skojarzenia biegły różnorodnymi drogami”.

Tych kilka zdań ujmuje w najbardziej skondensowanej postaci rudymentarne sensy i dominującą zasadę ich realizacji. W pracach Grażyny Brylewskiej przewija się — choć nie narzuca — jakiś rodzaj egzystencjalnego niepokoju, czasem owocującego smutkiem kojarzącym się z klimatami sartre’owskimi. Artystka potrafi w dyskretny sposób pokazać ból, a nawet rozpacz — przecież człowiek bez bólu nie mógłby odczuwać pełni istnienia, żyłby w świecie iluzji, jej zaś chodzi nie o prezentowanie złudzeń, lecz właśnie prawdy... Interesuje ją człowiek w pełni swej kondycji, ale nie mówi o nim wprost, nie uprawia typowej figuracji, natomiast chętnie wykorzystuje różne odmiany sugestii. Ponieważ — jak mówi — najlepiej zna świat kobiet, dlatego wychodzi często od pierwiastków autobiograficznych, które pod jej ręką uniwersalizują się i stają „opowieścią” o pokoleniu kobiet z drugiej połowy niedawno minionego stulecia oraz o ich losach obecnych. Czy zatem można byłoby określić tę sztukę mianem feministycznej? Ten od pewnego czasu modny termin opatrywany jest zwykle epitetami „walczący” lub nawet „drapieżny”. Żaden z nich nie ma jednak uzasadnienia w odniesieniu do wypowiedzi artystycznych, o których mowa — bardziej niż o „walkę” chodzi tu bowiem o „refleksję”.

*

W wymienionym kręgu tematycznym koncentrują się w zasadzie wszystkie realizacje Grażyny Brylewskiej. Inspirujące bywają dla niej zwykłe codzienne zdarzenia, zasłyszane rozmowy, ale też poezja — chętnie sięga po wiersze Konstandinosa Kawafisa, Williama Blake’a czy Emily Dickinson. Twierdzi, że szczególnie ten pierwszy oddziałuje na jej wyobraźnię i emocje. To przecież jeden z jego utworów leżał u źródeł niezwykle ważnej w dorobku Brylewskiej pracy, którą opatrzyła tytułem Cztery ściany mego pokoju. Mówi o niej: „Zbudowałam trzy ściany — Moją ścianę płaczu, Ścianę czułości, Ścianę doświadczeń. Czwartą buduje nadal życie. Ścianę płaczu każdy ma własną. Artysta odbiera sygnały świata, w którym żyje. Próbuje dać świadectwo prawdy o człowieku, czasem intymnej, bolesnej, jasnej i ciemnej. Sześciometrowa płaszczyzna utkana z papieru sugeruje możliwość wsuwania w jej szczeliny skarg i próśb. (...) Ściana czułości — tę lubię najbardziej. Alchemia codzienności. Formy papierowych gablotek, kryjące dziewiarski wzornik mojej matki z lat 50., z opisami wykonanymi jej ręką. Praca o bólu, utracie kochanej osoby, o pamięci, o czułości. Żywo reagowały na nią kobiety, niektóre szukały kontaktu, mówiły o swoich matkach. Było to dla mnie silne przeżycie. Może udało mi się powiedzieć coś bardziej uniwersalnego, niż tylko wyrazić własny ból? W zdehumanizowanym świecie, w którym żyjemy, nadrzędną sprawą jest nieustanna potrzeba nowości i niebywałości, dlatego zapominamy nieraz o rzeczach najważniejszych...”

*

Artystka chętnie nadaje takie tytuły swoim obiektom, aby prowokowały odbiorcę do poszukiwania własnych odpowiedzi na sugerowane problemy i pytania, np.: Co za co?, Dla wiedzących, Ściągi na życie itp. Niejednokrotnie odwołuje się do tradycji, w której próbuje odnajdywać rozwiązania aktualne obecnie i może także przydatne w przyszłości. W tym celu nawiązuje do antyku, do bóstw słowiańskich, do mitologii..., sięga po odwieczne toposy, jak np. topos wędrowania (Zapisane — podróż do Itaki). Z okazji milenium wykonała dwa cykle nasyconych goryczą, zawierających pierwiastki ironiczno-sarkastyczne prac: Kolekcja i Kolumny zwycięstwa. W pierwszym z cykli mieszają się — jak mówi artystka — patos i szalet. Na białych katafalkach, wykonanych ze zwykłych łazienkowych płytek, zostały umieszczone... papierowe kości. Z kolei w drugim cyklu na równie banalnych kafelkowych cokołach widnieją ogarnięte mocno posuniętą destrukcją kilkumetrowe kolumny. O czyje zwycięstwo chodzi? Czy upamiętniają one tryumf? A może czas pokazał, że coś, co zostało kiedyś nazwane tryumfem i opatrzone patetycznymi epitetami okazało się w istocie porażką całego rodzaju ludzkiego i kojarzy się raczej z hańbą?...

W ostatniej serii — Czas kwitnienia papieru — Grażyna Brylewska odwołuje się do średniowiecznego znaczenia motywu róży. Otóż, gdy nad stołem — przy którym toczyły się obrady — zawieszano różę, wówczas debatujące strony były zobligowane do mówienia wyłącznie prawdy. W dzisiejszym czasie, kiedy niemal wszyscy coś udają, prowadzą grę — artystka dyskretnie przypomina o sensie wartości, jaką jest prawda.

*

Jak już zostało powiedziane, prace Brylewskiej są rodzajem obiektów. Stanowią one połączenie bardzo różnorodnej materii — tkanin, papieru, folii, stosunkowo łatwo poddających się formowaniu; ale i materiały „trwalsze” nie należą do rzadkości — drewno, metal, kamień. Niekiedy w funkcji ikonicznej występuje słowo: cudzego wiersza, prywatnych kartek kreślonych ręką osoby dorosłej lub dziecka. Równie dobre okazują się bilety tramwajowe... Artystka nie przywiązuje się do materiałów, nie ma w tej mierze specjalnych preferencji; w jej przypadku to temat prowokuje do sięgnięcia po określoną materię, która traktowana jest wyłącznie pragmatycznie. Najważniejszy jest tu bowiem przekaz, forma zaś ma być w takim stopniu skrócona, „wyczyszczona”, aby funkcjonowała jako znak uwolniony od pseudoartystycznego „gadulstwa” i dekoracyjności.

Marek Karwala

Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, maj 2004 . Statystyka