


Zapraszamy do galerii
|
Marek Karwala
Lucjan Orzech - ku syntezie
Lucjan Orzech urodził się w 1946 r. w Leszczach. Studiował na Wydziale Malarstwa krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni prof. Adama Marczyńskiego (dyplom uzyskał w 1976 r.). Obecnie pracuje na stanowisku profesora w Instytucie Sztuki Akademii Pedagogicznej w Krakowie.
Ma w dorobku ponad dwadzieścia wystaw indywidualnych, m.in. w Poznaniu, Tarnowie, Warszawie, Krakowie, Villecroze (Francja), Düsseldorfie (Niemcy), Amay-Jehay (Belgia). Swoje prace eksponował na licznych prezentacjach zbiorowych w kraju i poza granicami (m.in. w Norymberdze i Toronto). Jego obrazy posiadają instytucje państwowe oraz kolekcjonerzy prywatni. Jest laureatem kilku prestiżowych nagród artystycznych.

Jedna z głównych postaw twórczych wyrasta z przekonania, że artysta powinien już u początków swej działalności odnaleźć główny motyw, określić pole własnej aktywności, później zaś tylko doskonalić środki wyrażania. Inna, sytuująca się na przeciwległym biegunie, odżegnuje się od takiej strategii; zakłada potrzebę permanentnego niepokoju, nieustannego poszukiwania nowych inspiracji, ciągłego dziania się "na nowo", bycia "w drodze".
Lucjanowi Orzechowi zdecydowanie bliższa jest druga z tych postaw. Mawia on: "Idę dwa kroki do przodu, jeden do tyłu". Takie tempo marszu podpowiada mu jego niespokojny duch, z drugiej też strony swoiste dążenie do perfekcji. Dlatego nieustannie zmienia on kształt prac wcześniej już "zamkniętych", wprowadza nowe pierwiastki, inaczej komponuje elementy składające się na większe całości. W konsekwencji kolejne serie obrazów nie dają się odbierać jako ślady następujących po sobie faz rozwojowych artysty, lecz odzwierciedlają raczej tok jego myślenia - precyzyjny, niemal "matematyczny". W tym kontekście opinia twórcy o przypadku brzmi dosyć nieoczekiwanie: "Udana praca jest przypadkiem; problem w tym, aby dopaść ów przypadek, niekiedy można go bowiem nie rozpoznać". Przypomina się tu "przypadek starannie przygotowany" (paradoksalne określenie ks. Jana Twardowskiego), który znanemu poecie jawił się jako jeden spośród symptomów przeznaczenia, zaś w twórczości Orzecha wydaje się naturalnym - choć z pozoru niespodziewanym - skutkiem sprzężenia żmudnego niekiedy procesu aktywności intelektualnej oraz emocji, które realizują się "na zewnątrz" poprzez akcję artystyczną.
*
Gdy twórca mówi o antenatach, wymienia zwykle swojego mistrza z czasów studenckich, Adama Marczyńskiego. Wspomina, że już we wczesnej młodości fascynował się dokonaniami kubizmu, szczególnie pracami Georgesa Braque'a, pamięta o Janie Tarasinie i Jonaszu Sternie; nieobcy jest mu nurt syntetyzujący w twórczości Wacława Taranczewskiego... Jeżeli chodzi o Marczyńskiego, to jego "szkoła" ujawniła się w pracach Lucjana Orzecha dopiero kilka lat po dyplomie i już po śmierci profesora, który uchodził za nauczyciela liberalnego, nie narzucającego swoim studentom własnych wizji i rozwiązań. O ile jednak u Marczyńskiego relacje pomiędzy formami geometrycznymi wydobywały i akcentowały raczej ludyczny klimat jego prac, o tyle u Orzecha podobne asocjacje prowadzą w ostatecznym rozrachunku do sugerowania obecności sfery transcendentnej ponad tym, co widzialne i rozpoznawalne zmysłowo. Janina Kraupe-Świderska celnie dostrzegła ten wymiar sztuki Lucjana Orzecha:
"(...) autor cierpliwie poszukuje wibracji sfer niewidzialnego świata. Materią tych doświadczeń jest złożony zbiór rekwizytów podsuwanych przez pamięć, które (...) stały się ramami okien otwartych na rozpyloną przestrzeń punktów rozsianych jak na mapie nieba, są podziały geometryczne (...) i powtarzające się gamy szarych, srebrnych i brunatnych tonów, mówiące o wytrwałym poszukiwaniu sensu w tej ascezie, są i rośliny, ale zasuszone, szczątkowe, pozbawione już soków, zwrócone ku tamtej stronie..."1.
W licznych pracach artysty ujawnia się jego fascynacja kulturą japońską, niekiedy także żydowską. Umieszczany w tytułach epitet "japońskie" oznacza zwykle subtelność, metafizykę, efemeryczność, niemal ascetyczną "czystość" formy, której rodowód zdaje się sięgać dalekowschodnich drzeworytów. Orzech dobrze się czuje także w klimacie tradycji judaistycznej, zbliżonym do sztuki Sterna, klimacie, który bywa jedynie sugerowany specyficznymi draperiami lub fragmentami hebrajskich napisów.
Wymienione źródła nigdy nie są przez artystę biernie naśladowane, przeciwnie - przy zachowaniu własnej autonomii i oryginalności wchodzi z nimi w relacje dialogowe, widz natomiast może stosunkowo łatwo rozpoznać twórcze rozwinięcia, parafrazy, trawestacje...
*
Obok głównego nurtu swej działalności artystycznej - nazwijmy go ogólnie abstrakcyjnym - uprawia Lucjan Orzech również malarstwo figuratywne o tematyce sakralnej, często inspirowane kubizmem. Jego monumentalne prace z tego zakresu znajdują się np. na ścianach świątyń: w Bochni, Łętowicach, Radzięcinie na Roztoczu, Reichenbrunn (Niemcy), Eichenbrunn (Austria). Ale - co zostało już poprzednio zasygnalizowane - także w obrazach abstrakcyjnych wyczuwa się atmosferę metafizyczną, podkreślaną specyficznym rozłożeniem światła, sugerującymi tajemnicę rozwiązaniami o proweniencji kubistycznej, "grą" symetrii i asymetrii figur geometrycznych i innych. "Metafizyka jest dla mnie obszarem fascynującym" - mawia twórca, którego temperamentowi bliska jest aura medytacyjna, owocująca w pracach wyciszeniem i harmonią.
*
Ostatnimi laty modne stały się manifestacje artystyczne zwane "instalacjami". Niektóre działania Lucjana Orzecha są również tak określane przez krytykę, chociaż on sam nie zgadza się z podobnymi opiniami. Twierdzi, że komponowane przez niego w większe całości obrazy mogą równie dobrze funkcjonować jako autonomiczne dzieła, a tylko "na jakiś czas" stają się "aranżacjami". Właśnie - aranżacjami, nie instalacjami! Pod tym względem jest bardzo zachowawczy, uznaje bowiem tylko te eksperymenty, które mieszczą się w ścisłym rozumieniu przestrzeni malarskiej. Lubi aranżować swoje (często ażurowe) prace, gdyż uważa, że obraz lepiej "brzmi" dzięki obecności przestrzeni. "Brzmienie obrazu" tylko z pozoru wydaje się określeniem paradoksalnym. Wypowiedziana kiedyś przez Jonasza Sterna opinia, że obraz trzeba usłyszeć, zaś muzykę należy zobaczyć, wyraźnie przystaje do twórczości Orzecha, niejednokrotnie znajdując w niej potwierdzenie. Sam artysta tak postrzega relacje pomiędzy sztukami:
"Widzenie bez słyszenia jest ubogie, muzyka bez wyobraźni plastycznej staje się płaska i bezbarwna, podobnie jak zmysł smaku bez powonienia traci coś ze swej istoty. Malarstwo jest sprawą widzenia, lecz jest ono wspomagane wszystkimi zmysłami"2.
Już starożytność wypracowała reguły harmonii akustyczno-wizualnej oraz zasady tzw. "złotego podziału", który muzycznie wyraża się poprzez interwał kwinty wraz z miarami harmonicznymi, zaś w sztukach plastycznych przez grę proporcji. Zestawienia, podziały, analogie, operowanie kontrapunktem, obecność kolażu, korzystanie z kolorów (początkowo szerokiej ich gamy, później coraz bardziej ascetycznych i stonowanych), łączenie pierwiastków geometrycznych ze znakami natury i łagodnymi plamami barwnymi pozwalają Orzechowi (posiadającemu - co warto podkreślić - rzetelną wiedzę z zakresu teorii muzyki) wydobyć akcenty "meliczne". Chociaż dla artysty tytuł rzadko bywa kluczem ułatwiającym odczytanie obrazu - jest raczej jego "imieniem" własnym, to przecież wiele z nich sugeruje widzowi rzeczoną kontaminację, np.: Schaefferofonia, Etiuda, Symfonia szarości, Serenada, Fuga.
Marek Karwala
1. J. Kraupe-Świderska, Wstęp (do:) L. Orzech, Malarstwo (katalog wystawy).
2. L. Orzech, Komentarz (do:) Partytury w płaszczyźnie i przestrzeni malarskiej (Krystyna Misiak,
Bogusław Schaeffer, Lucjan Orzech, Zbigniew Żupnik) [katalog], Kraków 1997.
| 



 |