|

Marek Karwala
Andrzej Bębenek
- w kierunku znaku
Andrzej Bębenek urodził się w 1950 r. w Chrzanowie. Studiował na Wydziale Grafiki krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie w 1976 r. uzyskał dyplom w pracowni wklęsłodruku u prof. Mieczysława Wejmana. W latach 1977-80 był asystentem w tejże pracowni, zaś od 1980 r. rozpoczął pracę w ówczesnej Wyższej Szkole Pedagogicznej. Obecnie jest profesorem w Instytucie Sztuki Akademii Pedagogicznej w Krakowie.
Ma w dorobku sporo wystaw indywidualnych, m. in. w Krakowie, Wałbrzychu, Częstochowie, Wrocławiu, Warszawie, Tarnobrzegu, Katowicach, Norymberdze, Lipsku, Rudkobing (Dania), Rijece (dawniej Jugosławia, obecnie Chorwacja). Swoje prace eksponował w przeszło stu prezentacjach zbiorowych w kraju i poza granicami (np. w Paryżu, Londynie, Darmstadt, Kilonii, Lublanie, Strasburgu, Filadelfii, Chicago, Berlinie, Budapeszcie, Sewilli, Bratysławie, Sztokholmie, Tokio).
Jest laureatem licznych nagród artystycznych, w tym przede wszystkim Grand Prix na I Triennale Grafiki Polskiej w Katowicach.
Dotychczasowy swój dorobek twórczy skupił Andrzej Bębenek w trzech zasadniczych cyklach (nie licząc kilku mutacji, które wszakże nie stały się autonomicznymi zespołami zjawisk artystycznych). Pierwszy z cykli, rozwijany w latach 1977-1980/81, został zatytułowany Atrapy; do połowy lat 80. powstawały Parki, natomiast przez następnych kilkanaście lat artysta tworzył Romby. Obecnie, jak zapowiada, stoi na progu kolejnej zmiany w swojej sztuce...
*
W połowie lat 70. wielu młodych polskich twórców było zafascynowanych hiperrealizmem, kierunkiem, który promieniował z Zachodu i chociaż reguły egzystowania w państwie tzw. "realnego socjalizmu" nie dawały szans śledzenia na bieżąco jego najciekawszych i najbardziej wartościowych zjawisk, to jednak potrafili oni realizować i dostosowywać do lokalnych uwarunkowań główne założenia tego prądu. Andrzej Bębenek utrwalał wówczas na kliszy fotograficznej elementy ulicy, elewacje budynków, drzwi, okna i in. Fotografia była zatem dla niego narzędziem transpozycji rzeczywistości PRL-owskiej na działania artystyczne, a zarazem punktem wyjścia dla prac graficznych cyklu Atrapy. W akwafortach i akwatintach dominowały czerń oraz biel, zespolone z wyraźną tendencją do wydobywania z prezentowanych przestrzeni ich schematycznego wymiaru (puste okna, czarne otwory drzwiowe itp.).
*
W pierwszej połowie lat 80. artysta mieszkał w Nowej Hucie i przemierzając drogę do pracy w starej części Krakowa mijał usytuowany w Czyżynach park, założony - jak wieść głosi - na zwałach ziemi wywiezionych w trakcie budowy kombinatu metalurgicznego. Co charakterystyczne, ponownie zaczął od fotografowania miejsca, które go inspirowało i frapowało zarazem. ORWO-wskie klisze z byłej NRD pozostawiały wprawdzie wiele do życzenia, gdy chodziło o jakość osiąganych kolorów, ale pozwalały znakomicie wydobywać szarość, o którą artysta zabiegał przede wszystkim. Z tych przeźroczy narodził się cykl Parki, zrealizowany głównie suchymi pastelami, choć niektóre prace są także olejami na płótnie. Z biegiem czasu znakiem parku i jego synekdochą stał się krzak, który - funkcjonując jako motyw przewodni - uzyskał w końcu samodzielne istnienie. Rysowany był on schematycznie, sprowadzany do poziomu znaku. Jeżeli gdzieś obok pojawiały się jeszcze drzewa, to zawsze pozbawione były charakterystycznych dla nich szczegółów; powoli przestawały być drzewami, a stawały układami linii, znakami. O ile sama idea parku zakłada wykreowanie przestrzeni w pewnym sensie sztucznej, bo powołanej do istnienia ręką człowieka, o tyle twórca postąpił jakby krok dalej - nie pragnął bowiem odtworzenia rzeczywistości; dla niego park stał się jedynie inspiracją do poszukiwań uschematyzowanej, a równocześnie przefiltrowanej przez własną wyobraźnię wizji. W ten sposób, przy wszystkich różnicach tematycznych, omawiany cykl zbliżył się do punktu, który finalizował cykl poprzedni - wszak i tu artysta dotarł do wymiaru definiowalnego poprzez znak.
*
Poniekąd analogiczny do dwu pierwszych serii był moment narodzin cyklu trzeciego, zatytułowanego Romby. I w tym przypadku zainspirowała twórcę pozorna zwykłość, codzienność, ale już znacznie szybciej odkrył znak przewodni, który następnie zdominował prace z tego kręgu. Owym znakiem stała się figura geometryczna rombu. Po raz pierwszy zwrócił nań uwagę, gdy przyglądał się elewacjom wiejskich zabudowań mieszkalnych, na których umieszczone były elementy dekoracyjne: potłuczone szkło, lusterka, kamyki - wiele z nich zostało ułożonych w kształt właśnie rombu. Początkowo doszukiwał się w nim symbolu Oka Opatrzności, nieco później zaczął zauważać, że romb towarzyszy człowiekowi praktycznie przez cały czas: szyby i dekoracje drzwiowe, ozdoby ubiorów, biżuteria, znaki firmowe koncernów samochodowych..., ale jeszcze wyraziściej ściany domów, mieszkań, szaf i szafek, obrazy - gdy spojrzeć na nie pod kątem - jawią się przecież oku ludzkiemu jako romby, a jedynie wiedza, że są kwadratami pozwala dostrzegać w nich właśnie kwadraty. Artysta zwykł mawiać, że utrwala "przygody" rombu od świata magii po świat banału, wydobywa drzemiącą w nim, pomiędzy rozwartymi i ostrymi kątami, ekspresję.
Andrzej Bębenek początkowo umieszczał romb wśród barwnych dekoracji, z czasem jednak wybrał wyrazistą ascezę zastosowanych środków wyrażania, operował czernią figury i bielą towarzyszącego jej tła; romb coraz bardziej zyskiwał na schematyczności i znakowości. To jednak artyście nie wystarczało, dlatego wyprowadził "swoją" figurę geometryczną w przestrzeń, zarazem nie rezygnując z cechy swoistej "płaskości". Wycinał romby z pilśni, tektury, papieru i innych materiałów, tworzył z nich konfiguracje, przypominające poniekąd strukturę kryształu, lodowe iglice itp. Niekiedy organizował również tzw. "akcje". Jedną z takowych twórca wspomina:
"Kiedy 20 maja 1992 roku o godz. 6.00 wszedłem na płytę Rynku Głównego w Krakowie, poczułem zagubienie ogromem przestrzeni. Właśnie za chwilę miałem podjąć próbę ujarzmienia chociaż jej części. Wyciągnąłem z torby cztery rolki białego papieru. Od wyznaczonych uprzednio punktów rozwijałem papier. Wiatr, który przed podjęciem akcji był spokojny, nagle zaczął dawać znać o sobie. W miejscach, które próbował zwiewać, nakładałem prostokątne przyciski. Każdy przycisk naznaczony był czarnym rombem. Z rozwijanych rolek papieru ujawniał się wielki biały zarys znaku rombu. Coraz bardziej czułem, że ograniczona tym znakiem przestrzeń staje się >>moją przestrzenią<<. Nieliczni o tej porze przechodnie zaczęli omijać wyznaczone pole. Byli i tacy, którzy ostrożnie przekraczali białe kontury rombu lub z zaciekawieniem obserwowali przebieg wydarzenia. Po skończeniu akcji wszedłem w środek pola rombu. Być może spontanicznie lub też pod wpływem ujawnionej w rombie mocy mogłem pozwolić sobie na parę "radosnych podskoków" w centrum znaku. Byłem właścicielem tej przestrzeni..."
*
Jak widać, wszystkie trzy serie prac Andrzeja Bębenka są ze sobą dość ściśle powiązane poprzez ich znakowy charakter (ciekawe czy podobna reguła będzie obowiązywać w cyklu właśnie przygotowywanym?). Szacunek odbiorcy budzi także różnorodność zastosowanych technik i środków wyrazu - fotografia, rysunek ołówkiem i pastelem, olej na płótnie, obiekt przestrzenny, akcja.
Marek Karwala
|
Andrzej Bębenek
 |
 |
|  |